czwartek, 27 sierpnia 2015

w Zalipiu przejazdem


Całkiem niedawno byłam w Zalipiu, trzy lata temu, a i wtedy nie pierwszy raz. Teraz zaglądnęłam przejazdem, w drodze do Sandomierza; zmieniło się niewiele albo nic, może tylko nieco inne kolory widzę na mojej ulubionej chałupce. Kilka zdjęć zrobiłam, też paniom malarkom przy pracy, jakby komuś było mało - zapraszam do starego wpisu:)



niedziela, 23 sierpnia 2015

nic śmiesznego, choć Zabawa, czyli pomnik ku czci i przestrodze


Zabawa to mała wieś niedaleko Dąbrowy Tarnowskiej, przy drodze nr 964, znana w Małopolsce od lat z sanktuarium bł. Karoliny Kózkówny, a od niedawna z Pomnika Ofiar Wypadków Drogowych. Pomnik - rzeźba "Przejście" autorstwa dr Jacka Kucaby 
"powstał w 2008 roku jako odpowiedź na potrzebę powołania przestrzeni kontemplacji dla osób poszkodowanych w wypadkach i ich rodzin i miejsce pamięci dla ofiar wypadków.(..) 
Rzeźba jest symbolicznym zderzeniem dwóch przeciwległych dróg, na których styku sytuuje się miejsce tytułowego przejścia. Kardiogram umieszczony na głównej ścianie obrazuje walkę o życie, która, mimo że kończy się dramatem, znajduje swoje połączenie z krzyżem, który góruje nad całym pomnikiem. W nocy słup światła wydobywający się ze skrzyżowania dróg łączy świat nieba i ziemi, jako widzialny znak pamięci o tych, którzy odeszli w tragiczny sposób, ale nie zostali unicestwieni. Na ścianach pomnika będą umieszczone jednakowej wielkości krzyżyki upamiętniające  konkretne osoby, które zginęły. Wokół pomnika zbierane są przydrożne krzyże z miejsc wypadków drogowych."
 

Tuż obok alejka z drzewkami i krzyżami, na których tabliczki informujące, ile osób zostało rannych lub zginęło w danym roku; jeśli się nie mylę, te statystyki obejmują lata od 2010, puste krzyże czekają na aktualizację...


Miejsce całe jest martyrologiczne, bo po sąsiedzku znajdują się dwa cmentarze - współczesny i wojenny.Ten drugi, to dwa w jednym -  pochowanych tu zostało 74 poległych w I Wojnie Światowej i 16 żołnierzy z września 1939.
 
 

Ale - jak Zabawa, to odrobinę zabawy nie zawadzi, czyż nie?
:)

 Pozdrawiam wszystkich, wciąż jeszcze z Krakowa i zapraszam, w drodze do Sandomierza i Kazimierza,
 do... Zalipia;)

środa, 19 sierpnia 2015

kartka z Sandomierza, czyli upały za nami... ?


Mam nadzieję!
W każdym razie - da się wyjść z domu, a nawet wyjechać, powiem więcej, 
włóczyć, na przykład po Sandomierzu i Kazimierzu Dolnym, co też czynię...
Pozdrawiam serdecznie:)

czwartek, 30 lipca 2015

niedosyt, czyli dolnośląskie wojaże 2015


Znów mnie nie było i znów wróciłam;
gwoli wyjaśnienia, z tzw. letnich wojaży, już trzynastych, tym razem bliskich i krótkich, bo z okolic dolnośląskich i ledwie pięciodniowych.
 O zwiedzaniu Dolnego Śląska mówiłyśmy już od dawna, pytanie brzmiało, którą jego część, bo całego na raz i w pięć dni nie da rady. Ostatecznie stanęło na Kotlinie Jeleniogórskiej, z noclegiem w jednym miejscu (w Wolimierzu, wsi artystów, z widokiem na Stóg Izerski), z którego robiłyśmy całodniowe wypady w okolice. W planach miałyśmy różne miejsca, różne nieco od tych, które w końcu zobaczyłyśmy, bo plany, jak wiadomo, mają to do siebie, że lubią się zmieniać;)
Pewien niedosyt odczuwam, bo tym razem byłam bardziej przewodnikiem niż uczestnikiem, co dość zrozumiałe, ale udało mi się znaleźć miejsce, w którym nie to, że nie byłam, ale byłam dawno, kiedy było w ruinie, a teraz proszę,


pięknie odnowione.
Relacje będą, a póki co, mówię do widzenia... w Krakowie, po którym mam zamiar znów się poszwendać trochę, tym razem w towarzystwie wnuczka, też przyjaciółek, 
ach, plany mam, ale jak to z planami, wiecie, nie lubią być sztywne...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
;)

wtorek, 21 lipca 2015

moje Chałupy


Moje Chałupy nie istnieją.
Albo wróć - są, na zdjęciach i we wspomnieniach, nie ma ich w rzeczywistości, bo rzeczywistość je zmieniła, pięknieją i nowocześnieją, a mnie czegoś żal...
Najbardziej - drzew przy głównej ulicy,  które utrudniały wyjazd z posesji, zawężały chodniki, ale dawały cień. Teraz ulica Kaperska jest pusta, bo bez zieleni, pełna za to aut przesuwających się w obie strony w korkach, już nie tylko weekendowych, pełna też ludzi przemieszczających się z knajpy do sklepu i na odwrót, pełna rowerzystów, którym oddano część chodników do dyspozycji.


tak było, 
tak jest;


(udało mi się uchwycić ulicę bez ludzi, bo wszyscy byli albo na obiedzie, albo na zatoce, albo na plaży, albo w samochodach:))


Żal mi ciszy i spokoju, które tu były, wbrew obiegowej opinii, że w Chałupach dzikie tłumy na plaży i na zatoce, golasy, artyści, i 'w ogóle'.
Owszem, golasy były i są, na tzw. dziewiątym kilometrze, łamanym przez ósmy, czyli plaży dla panów, ale nie tłumnie, tłumy 'tekstylnych' bywały w gorące weekendy, ale tylko na małym odcinku i wracały w niedzielę 'do siebie', (kite)surferzy byli, ale głównie na wodzie i campingach, a artyści się pojawiali, ale rzadko i dyskretnie, a na co dzień były puste plaże, czysty piasek, zimna woda, wiatr od morza, który chłodził nawet w upalne dni, których tak znowu często tu nie było, zwłaszcza na początku lipca, czyli kiedy tu bywam. Pewnie, były np. upiorne dyskoteki na plaży, z których hałas roznosił sie po całej wsi i spać nie dawał, a teraz buda zniknęła...

 Co zostało?
Plaża (której coraz mniej, bo woda zabiera ją w okolicach Kuźnicy, do której spacerkiem idzie się w godzinę, półtorej), czysty piasek, woda i wiatr,

 
 i te moje wytęsknione widoki, 
zachody słońca, na które wciąż nie mogę się uodpornić......

 

na Zatoce

 
 

 nad morzem;

 
 

Starzeję się, wybaczcie;(