środa, 31 marca 2021

i była zima...

 ... i się skończyła, zatem podsumujmy raz jeszcze;
 kilka (miejskich) spacerów, kilka jednodniowych wypadów w (niewysokie) górki,  jeden wypad kilkudniowy (przedwcześnie zakończony), jedna wieża widokowa (dotąd niewidziana), dwie nowe trasy i szczyty (nie za długie/nie za wysokie),  kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) kapliczek, jeden kościół w ruinie (z tajemnicą), innymi słowy - wrażeń może i niewiele, za to z mocnym akcentem końcowym, żeby nie powiedzieć przytupem...

I kilka zdjęć na dowód, że i we Wrocławiu był śnieg (wreszcie) dłużej niż jeden dzień i że nie tylko ja się nim cieszyłam, mimo zmiennej aury,
nad Odrą...


... i nad Oławą.





W jeden z najmroźniejszych dni (minus 15) wyskoczyliśmy na Gromnik,
 (Wzgórza Strzelińskie); my spacerowaliśmy, inni biesiadowali, jeszcze inni bawili się na kuligu.





Przy drodze - granitowy krzyż, zwany też Cygańskim Kamieniem, z XIV-XV wieku, jedyny na Dolnym Śląsku; legenda mówi, że postawiony w pokucie za zamordowanie dziecka.


Byliśmy też kilka razy w naszym ulubionym Masywie Trójgarbu i, wreszcie,  na wieży; co prawda widoki były marne, ale kto by tam się tym przejmował...;)




W przerwach między wypadami za miasto polowałam na ptaszki, na których się nie znam, ale od czego pomoc blogowa!



A w marcu mąż wziął obiecywany od dawna urlop i pojechaliśmy na tydzień do Lądka-Zdroju.


W samym Lądku i jego najbliższej okolicy jest masa ciekawych tras spacerowych
(powyżej - Skalna Brama, poniżej Góra Trzech Krzyży z widokiem na miasto).


 W planach mieliśmy m.in. Krowiarki, niewielkie, ale malownicze pasmo górskie, z Górą Skowronią i Suchoniem, i wsią Marcinków (najmniejszą w gminie Bystrzyca Kłodzka), w której ruiny kościoła z pozostałościami cmentarza i pomnik upamiętniający mieszkańców wsi, wtedy Martinsberg, poległych i zaginionych w czasie I wojny światowej. 


Góra Skowronia i widok z niej na Czarną Górę;





W ruinach kościoła niespodzianka - zdjęcie kobiety, przed nim znicze...



Szukając kapliczek zaznaczonych na mapach, doszliśmy jeszcze do krzyża z 1900 roku i tu nastąpił spektakularny koniec wycieczki i urlopu, albowiem złamałam nogę:( Szczęśliwie (jeśli to słowo ma w tym kontekście rację bytu), stało się to na tzw. prostej drodze, a nie np. w lesie, na szlaku, 
Oszczędzę wam szczegółów;  tego samego dnia wróciliśmy do domu, jestem już po operacji (fachowo zespoleniu), szwy zdjęte, przede mną cztery tygodnie w bucie zwanym walkerem i cóż, pozostaje mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze! A moich bliskich rozśmieszam, odpowiadając na życzenia zdrowia - bylebym mogła naciskać sprzęgło:) 
A na Suchoń jeszcze dotrę, może jesienią?

WESOŁYCH ŚWIĄT !

piątek, 26 lutego 2021

*

 No i była zima...

Mam poczucie, że za mało, za krótko, byle jak; nie zdążyłam się nią nacieszyć, a tu prawie wiosna. Co prawda zapowiadają nawrót mrozów, ale śniegu już pewnie nie dosypie, biało nie będzie, szkoda.  Udało mi się kilka razy wyskoczyć za miasto, raz w 13 stopniowym mrozie i pełnym słońcu, raz przy szaro-burej pogodzie na wieżę widokową bez widoków,  zaliczyłam też spacer miejski i podmiejski, innymi słowy - nie narzekam, tylko ubolewam, że tak mało, tak krótko, byle jak...

..............................

W połowie stycznia przyszła wiadomość, która wytrąciła mnie z równowagi - zmarła Bognna. Ci z was, którzy często mnie odwiedzają, na pewno skojarzą imię, Bognna komentowała moje posty regularnie i od samego początku, podobnie ja na jej blogu "Dotyk bólu". Można powiedzieć, że wirtualnie, bo wirtualnie, ale przyjaźniłyśmy się. To było kilkanaście lat rozmów i choć nigdy się nie spotkałyśmy, mam poczucie straty kogoś bardzo bliskiego; podobnie widziałyśmy świat, miałyśmy podobne poglądy, też polityczne, no i podziwiałam niezmiennie jej pogodę ducha, poczucie humoru i wolę życia, któremu towarzyszyła od lat ciężka choroba. I bardzo, bardzo lubiłam i ceniłam sobie jej pisanie. 
Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale też są ludzie, których nie można i nie da sią zastąpić. 

Zdjęcia kiedy indziej, wybaczcie.


piątek, 1 stycznia 2021

2021, czyli zdrowia życzę!

... z wykrzyknikiem,
bo to najważniejsze - było, jest i będzie.
I pomyślności wszelakiej, 
planów i ich realizacji, 
marzeń i ich spełnienia,
i szerokiej drogi, cokolwiek to znaczy.

Niech nam się wiedzie 😊


piątek, 25 grudnia 2020

środa, 9 grudnia 2020

i była jesień, czyli spacerkiem nad Jeziorko Daisy

Świat za oknem jest szary, bury i ponury, termometr pokazuje zero stopni, a internet podpowiada, że odczuwalna temperatura jeszcze niższa :( 
Nie chce mi się nigdzie wychodzić, mimo że obiecywałam sobie spacery dla zdrowia, zamiast tego zalegam z tabletem przed nosem i oglądam ciurkiem, jak leci, seriale, w przerwach zaliczam ebooki lub audiobooki, przeczekuję...
Jest tu ktoś, kto widział turecki serial "Etos"? w życiu nic tureckiego nie oglądałam, ale to nie jest złe, ba, całkiem dobre:) na Netflixie.
W listopadzie udało mi się wyskoczyć za miasto, na małą wycieczkę-spacer w okolice Książa, nad Jeziorko Daisy; byliśmy tu już kilka razy, to urokliwe miejsce, nieoblegane przez turystów, znane raczej miejscowym, czyli głównie wałbrzyszanom. Tym razem było trochę ludzi, wiadomo, galerie handlowe zamknięte, a coś trzeba robić:) Od początku pandemii wzrosło zainteresowanie spędzaniem czasu na świeżym powietrzu, tłumy przeniosły się z miasta w plener, też w góry, co widać najlepiej w tych bardziej spektakularnych widokowo miejscach. Niby dobrze, ale, wiadomo, umiar wskazany we wszystkim, jak mawiają mądrzejsi...:)

poniedziałek, 9 listopada 2020

szukając kolorów, czyli znów w Masywie Trójgarbu



Masyw Trójgarbu to niewysokie, ale malownicze pasmo gór w sąsiedztwie Wałbrzycha, godzinkę jazdy z Wrocławia, świetne na spacer, zwłaszcza jesienny, kiedy człowiek szuka kolorów, bo dużo tu buków i innych liściastych;
 gdyby ten wstęp zabrzmiał komuś (przypadkiem) znajomo, to przyznaję się, skopiowałam go słowo w słowo z własnego posta sprzed dwóch lat 😊 Tak jak teraz szukałam wtedy kolorów (nieco wcześniej, w październiku) i, jak teraz, nie znalazłam zbyt wiele, choć i tak wtedy więcej.

piątek, 6 listopada 2020

listopad albo rowerem po Wielkiej Wyspie

Rower sobie nowy kupiłam:) Tym samym przesiadłam się z trekkingowego na zwykły miejski, z 'łabędziem', czyli mocno wygiętą ramą, która kobiecie w słusznym (sic!) wieku ułatwia zsiadanie i mogę teraz spokojnie i z godnością jeździć na zakupy na osiedlowe targowisko albo do parku i robić zdjęcia. 
No, i robię, robię; pogoda w ostatnich dniach dopisała i trzeba to było wykorzystać, bo za chwilę po kolorach zostanie wspomnienie, a dookoła zrobi się szaro i buro, chyba że spadnie śnieg, w co już chyba nikt nie wierzy...

sobota, 31 października 2020

jutro Święto Zmarłych...

... a skoro nie możemy odwiedzić swoich cmentarzy, 
to chodźmy na te z I wojny światowej, rozrzucone po wsiach, lasach i górach dawnej Galicji, na których zgodnie spoczywają przedstawiciele wrogich armii, rosyjskiej, austriackiej i niemieckiej, często bezimienni, wśród nich też wielu Polaków. 


Nowy Żmigród, cmentarz nr 8

wtorek, 8 września 2020

zobaczyć Łopienkę i... wrócić.



Wróciłam.
To zdjęcie zrobiłam w październiku 2006. Zauroczyła mnie cerkiewka stojąca przy leśnej drodze, w bieszczadzkiej głuszy, ślad po istniejącym tu niegdyś życiu. Dziś w internecie informacji jest wiele, 14 lat temu pisząc, posiłkowałam się przewodnikiem T. Darmochwała:

sobota, 29 sierpnia 2020

Beskid Niski, sercu bliski



Jestem tu wreszcie znowu, w ramach letnich wojaży, jak 12 lat temu, tylko wtedy szukałam chałupek i cerkiewek, a teraz cerkiewek i cmentarzy, łemkowskich i tych z I wojny światowej. W planach było powielenie niektórych tras i dodanie nowych, a wyszło jak zwykle inaczej, w zasadzie wciąż wychodzi, więc dziś tylko kilka zdjęć, wyrywkowo i bez podpisów, ja wciąż jestem w drodze, czyli jak lubię. Niektóre miejsca Was zapewne zaskoczą, podobnie jak mnie;) - kto rozpoznaje, niech opowiada, bardzo proszę, komentarze mile widziane 🙂