wtorek, 5 listopada 2019

jesienią po oczach, czyli dolnośląskie remanenty


Gwoli wyjaśnienia - to są zdjęcia z października 2013, z Kotliny Kłodzkiej, dokładniej z okolic Dusznik (Szczytnej, Długopola, Niemojowa), gdyby jakieś pytania, to śmiało, a teraz miłego oglądania życzę,
et voila.



czwartek, 31 października 2019

wagary albo jesienią w Kazimierzu


Udało mi się  (wreszcie!) wyskoczyć jesienią do Kazimierza;
trafiłam na końcówkę upalnej wręcz pogody, bezchmurnego nieba i malowniczych mgiełek. Towarzyszył mi wnuczek (rodzice pozwolili mu, dla dobra babci, na kilkudniowe wagary), któremu chciałam pokazać moje ulubione  miejsce,  jedno z (naj)piękniejszych w Polsce. Wpadam tu od ponad ćwierć wieku raz na jakiś czas i za każdym razem wyjeżdżam z uczuciem niedosytu i natychmiastowej niemal tęsknoty - za tym, co widziałam i za tym, co jeszcze zobaczę.

Zapraszam na jesienny spacer po Miasteczku
😊 


Widok z Góry Trzech Krzyży - ogólny, 


 na Rynek
i na Farę, czyli najstarszy (początki w XIV w) kościół w Kazimierzu,
 pw. św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja Apostoła
 i na Wisłę.



Ruiny zamku z XIV w., ufundowanego przez Kazimierza Wielkiego
i widoczny znad drzew wierzchołek wieży strażniczej, zwanej basztą.


Po drugiej stronie Rynku, na wzgórzu - szesnastowieczny  klasztor oo. Reformatów i Sanktuarium p.w. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny


wszystko w szarej mgiełce


... i w pełnym słońcu.



Mgiełki zaliczone, teraz - kolory:)
w ich poszukiwaniu tu przecież przyjechałam i trochę ich znalazłam:)








Jeden z najbardziej znanych w Kazimierzu domów, kiedyś własność Karola Sicińskiego,  architekta wielce dla odbudowy i zachowania unikatowego charakteru Miasteczka zasłużonego, pochowanego wraz z rodziną na cmentarzu parafialnym.



Wieczory o tej porze roku bywają nie dość, że wczesne, to jeszcze mgliste i mocno 'przydymione' - ładnie to wygląda, choć nie jest zbytnio ekologiczne...



(to zdjęcie zrobił mój wnuczek - obiecałam mu, że to zaznaczę, bo bardzo się spodobało na fb; ja je tylko trochę poprawiłam)


... a wracając znad Wisły, można sobie na Rynku,
podjadając lody,  popatrzeć,
jak Mariusza Bonaszewskiego w szatach zakonnych filmują 😊


Punkt obowiązkowy pobytu w Miasteczku - Korzeniowy Dół, czyli najpiękniejszy, najbardziej znany z licznych wąwozów (i głębocznic) kazimierskich. Źródła podają, że na 1 kilometr kwadratowy przypada tu, czyli w okolicy Kazimierza, 11 kilometrów wąwozów.



I jeszcze jedna atrakcja, a właściwie dwie - zamek w Janowcu i przeprawa promem przez Wisłę...



... co, niestety, oznacza koniec wagarów i powrót do domu.
Tyle na dzisiaj; uzmysłowiłam sobie przy okazji, że mam setki (nie przesadzam) zdjęć z Kazimierza Dolnego, a wpisu nie popełniłam żadnego:( Muszę to koniecznie nadrobić, już dziś zapraszam
😊

niedziela, 11 sierpnia 2019

Roztocze albo skrócony urlop


Roztocze jest piękne, wiadomo. W ramach tegorocznych wojaży - już 17! - miałam na nim spędzić tydzień, niestety okoliczności sprawiły, że po trzech dniach wróciłam do domu i ledwie temat liznęłam. Tym razem miało być bardziej stacjonarnie, z jednym noclegiem w okolicy Zwierzyńca i planowanym wycieczkami dookoła. Nie było to moje pierwsze spotkanie z Zamojszczyzną, w planach więc były głównie te miejsca, których nie widziałam poprzednio, m.in Bełżec i Sochy, i te ostatnie chciałam pokazać na początek.

Pięknie ulokowana u stóp Bukowej Góry wieś, w sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego, znana jest chyba głownie ze swojej smutnej przeszłości, czyli Małej Zagłady, opisanej przejmująco przez Annę Janko w książce pod tymże właśnie tytułem. Posłużę się dłuższym cytatem z recenzji książki, może kogoś zachęcę do lektury?

 "Wojna nie umiera nigdy…
„Zabrałam ci twoją historię, mamo, twoją apokalipsę. Karmiłaś mnie nią, gdy byłam mała, szczyptą, po trochu, żeby mnie tak całkiem nie otruć. Ale się uzbierało. Mam ją we krwi…” Anna Janko Mała Zagłada

Sochy na Zamojszczyźnie, 1 czerwca 1943 roku. Wystarczyło parę godzin, by wieś przestała istnieć. Budynki zostały spalone. Mieszkańcy rozstrzelani. Pośród zgliszczy pozostał jeden dom, nieliczni dorośli i kilkoro dzieci.

Wśród nich — dziewięcioletnia Terenia Ferenc, matka Anny Janko. Dziewczynka widziała, jak Niemcy mordują jej rodzinę. Nieludzki obraz towarzyszył jej przez lata spędzone w domu dziecka, by nigdy nie dać o sobie zapomnieć…

„Miałam przez to wszystko jakby dwie matki. Pierwszą: dorosłą kobietę, za którą tęskniłam, gdy wychodziła do sklepu, której się bałam, gdy wpadała w gniew, z której byłam dumna, bo nikt nie miał ładniejszej pani za matkę na całym podwórku. I drugą mamę miałam: małą dziewczynkę, której na wojnie zginęli rodzice, wciąż przerażoną i samotną, która kiedyś cierpiała głód i musiała pracować u złej ciotki, takiej, co biła i kazała nosić wiadra z wodą pod górę. Dla niej pójście po wojnie do domu dziecka było, o paradoksie, największym szczęściem. To właśnie ta mama-dziewczynka nieraz kładła się na tapczanie w dzień i płakała nie wiadomo dlaczego”. (fragment książki)

Mała Zagłada Anny Janko nie jest jeszcze jedną tragiczną opowieścią rodzinną wyciągniętą z lamusa II wojny światowej. To mocna, jak najbardziej współczesna rozprawa z traumą drugiego pokolenia — naznaczonego strachem. Brutalna, naturalistycznie opisana historia pacyfikacji polskiej wsi staje się w niej punktem wyjścia do przedstawienia etycznej i egzystencjalnej bezradności.

Mała Zagłada. Przejmująca książka o tym, że wojna nie umiera nigdy…

„Książka Anny Janko była dla mnie lekturą wyjątkową i dużym przeżyciem”. Adam Sikorski

„Wpisuje się w jeden z najważniejszych europejskich nurtów nowego przepracowania tragedii II wojny światowej w duchu zrozumienia i dialogiczności, a nie konkurencji ofiar i zbrodni”. 
Robert Traba" 


Nie zabijaj - czy zawsze trzeba o tym przypominać?