Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murale. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2020

zobaczyć Łopienkę i... wrócić.



Wróciłam.
To zdjęcie zrobiłam w październiku 2006. Zauroczyła mnie cerkiewka stojąca przy leśnej drodze, w bieszczadzkiej głuszy, ślad po istniejącym tu niegdyś życiu. Dziś w internecie informacji jest wiele, 14 lat temu pisząc, posiłkowałam się przewodnikiem T. Darmochwała:

niedziela, 4 grudnia 2016

murale albo przerywnik krakowski

Trzy murale, jeden nowy, dwa stare, wszystkie - zaangażowane, ale też czy aby nie o to chodzi? o to zaangażowanie...


 Najstarszy, autorstwa znanego włoskiego artysty, ukrywającego się pod pseudonimem Blu, powstał pięć lat temu, na krakowskim Podgórzu, niedaleko Cricoteki, nad Wisłą;. Ponoć wzburzył niektórych krakowian nawiązaniem do symboliki Watykanu, hasłem - Never follow. Mural domaga się już rewitalizacji, pytanie, czy dla 'dobrej zmiany' stan malowidła nie stanie się pretekstem do jego likwidacji; oby nie.



Nieco młodszy, też z Podgórza, jest mural literacki 'Pomyśl: Literatura!/Lem' autorstwa
Filipa Kuźniarza; mam wrażenie, że przesłanie/przestroga jest zrozumiałe?

Najnowszym muralem krakowskim jest z pewnością ten na tyłach kamienicy z ul.Długiej, a właściwie przy O.Kolberga - świeżynka (zdjęcie z 16 listopada).
"Jak podkreśla sam artysta - Olaf Cirut - zaproponowana przez niego kompozycja jest pretekstem do zadania wielu pytań: Czym dla każdego z nas jest miasto i w jaki sposób chcemy w nim funkcjonować? Czy możemy stać się tolerancyjną, wielokulturową społecznością? Czy sztuka w przestrzeni miejskiej może spowodować, że staniemy się bardziej wrażliwi na potrzeby nasze i innych? – to tylko niektóre z nich."
.

I to miało być wszystko, ale przypomniałam sobie, że jeszcze latem upolowałam przypadkiem dwa inne murale, podobnie jak dwa pierwsze na Podgórzu;
przy ul. Na Zjeździe "największy mural literacki w Krakowie"


 i typomural "Literackie graffiti", przy ul. Traugutta 3a,
 ale przekornie pokazałam go inaczej, a zainteresowanych odsyłam tu:)


Dziś to wszystko, a jutro, pojutrze, zapraszam nad Wisłę,
 na wystawę "Między wodą a niebem" Jerzego Kędziory.
;)


piątek, 18 listopada 2016

w parku albo późną jesienią w Pszczynie


Ktoś nie zna? Nie widział, nie słyszał?
 To błąd, który trzeba naprawić;)
Piękny zamek, urokliwy park, ładny ryneczek, unikalne Muzeum Prasy, wreszcie - najlepszy na świecie chleb z tutejszej piekarni!
Nie pytajcie o szczegóły - teraz byłam tu chwilę, późnym, szarym popołudniem, na dodatek w dzień świąteczny, więc wszystko, poza knajpkami, pozamykane, ale kilka lat temu zwiedziłam zamkowe muzeum i powiem wam - warto, to mało powiedzieć, właśnie - trzeba.
I ten chleb pszczyński, przy okazji, kupić, zjeść, przypomnieć sobie smaki dzieciństwa, kiedy jeszcze wszystko było normalne, naturalne...;)


 Tym, którzy nie wiedza/pamiętają, podpowiem tylko, że był to kiedyś zamek obronny, co husytom się oparł, że władali tymi ziemiami książęta pszczyńscy, potem Promnitzowie, którzy przebudowali gotycką budowlę na renesansową, a potem znów w pałac barokowy. Od połowy XVIII wieku, kiedy dobra przeszły w ręce rodziny Anhalt-Köthen-Pless i Hochberg, wciąż coś przebudowywano i dobudowywano, m.in. wg planów znanych architektów Langhansa i Destailleura. Do dziś zachowało się, co warto podkreślić, 80% oryginalnego wyposażenia wnętrz z przełomu XIX i XX wieków.

 
 

Najbardziej zapewne znaną osobą, która kiedyś spacerowała po alejkach pszczyńskiego parku, była księżniczka Daisy, księżna Hochberg von Pless, też właścicielka zamku Książ (który zresztą wolała*); 
tu należałoby zapytać - kto pamięta film "Magnat"...;)


Na pszczyńskim rynku króluje dziś przyszłe lodowisko
zostawiam to bez komentarza, poza jednym - szkoda...

 

Kilka luźnych obrazków, które 'zauważa' obiektyw


i Muzeum Prasy Śląskiej, zamknięte, więc zostaje na tak zwane zaś, bo przecież wiadomo, że jakiś pretekst, by wrócić, musi być;)
 Wnętrza widziałam kilka temu, jak wspomniałam, ale zdjęć nie mam, więc i drugi powód się znajdzie, że nie wspomnę o skansenie.


Tyle na teraz;
 następnym razem zapraszam do Goczałkowic, też niestety smutnych, bo ni to jesiennych, ni to zimowych.
Cóż, taka pora roku...


* p.Stanisława Michalika serdecznie pozdrawiam:)

środa, 1 czerwca 2016

Urban Forms, czyli szlakiem łódzkich murali

 Urban Forms to fundacja, która swoje działania ogniskuje wokół szeroko pojętej kultury miejskiej, za swoją podstawową misję uznając, jak czytamy na stronie:

"
nasycenie łódzkiej tkanki miejskiej, kreatywną, wielowymiarową, nowoczesną sztuką, która pozwoliłaby znacznie poprawić obecny wizerunek Łodzi, nadając jej prawdziwie artystyczny i oryginalny walor. Głównym narzędziem do realizacji tego celu jest wielkoformatowe malarstwo, tworzone bezpośrednio na elewacjach budynków, które w permanentny sposób zmienia oblicze danej przestrzeni."

Murali jest już w Łodzi około 70; zdaje się, że to wciąż mniej niż we Wrocławiu, ale nie w liczbach przecież zabawa, chociaż nie wszyscy uważają, że jest ich w Łodzi za mało... Murale, jak każda sztuka, wzbudzają kontrowersje, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że ubarwiają 'tkankę miejską'...? 
Ja - nie mam i przyznam, że w czasie ostatniego pobytu, spacerowałam po Łodzi z mapką murali w ręce; oczywiście, wszystkich nie udało mi się zobaczyć, ale kilka kilometrów (w poszukiwaniu) zrobiłam, a to plon tej wędrówki:)



Te dwa pierwsze już pokazywałam w nieco innym ujęciu, dziś w wersji prawie 'en face':)
ten trzeci, to jeden z najnowszych, w Manufakturze; krakusy pewnie się ucieszą, kiedy powiem, że autorem jest Mikołaj Rejs z Krakowa.


 Ciekawa jestem, czy/które będą się Wam podobały....


Wrzucam te graffiti, bo mam wrażenie, że są dość charakterystyczne dla miasta...


                                    Może nie wielki format, ale też mural:)


 Rubinsteina też już pokazywałam, ale w wersji nocnej, tym razem - na dzień dobry:)


I jakie wrażenia?
.......

Po przeczytaniu komentarza Artura zorientowałam się, że zapomniałam o jednym muralu; jest ważny, bo przypomina, że niegdyś, za PRL- u, murale pełniły w Łodzi funkcję reklamy - dziś też nieźle by się w tej roli sprawdziły, zamiast tych szmat, którymi zasłania się budynki, nie sądzicie?




poniedziałek, 9 maja 2016

w Łodzi byłam i wróciłam:)


 Łódź jest fascynująca, każdy kto był, to wie i powie;
 dla jednego piękna, dla innego brzydka, ale inna, jedyna, niepowtarzalna, wciągająca - miasto, do którego się wraca...
Byłam teraz ledwie dwa dni, ale zaliczyłam wreszcie Białą Fabrykę, zaglądnęłam do kilku knajpek i księgarń, zahaczyłam (oczywiście) o Księży Młyn i Manufakturę, udało mi się namierzyć kilka murali (niestety, nie wszystkie obfotografowałam), krótko mówiąc -  poszwendałam się po szeroko pojętym centrum i to i owo (nowego) zobaczyłam.
Gdybym miała w dwóch słowach ująć wrażenia, to powiedziałabym - miasto dizajnu.

Kilka murali na początek:)

 
 

 cdn.