Pokazywanie postów oznaczonych etykietą judaika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą judaika. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2020

14 czerwca, czyli pamięta(j)my!

Dziś Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady – polskie święto obchodzone co roku 14 czerwca, uchwalone 8 czerwca 2006 roku przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 66. rocznicę przybycia pierwszego masowego transportu więźniów do KL Auschwitz. Pierwotnie jego nazwa brzmiała Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, zmieniona na obecną w roku 2015.

czwartek, 6 marca 2014

ten piękny Kazimierz..





 Zachwycił mnie Kazimierz;
 zobaczyłam jego urodę, klimat, czas przeszły i teraźniejszy..I te knajpki, kawiarenki i herbaciarnie, w których sączy się nienachalna muzyka, dają dobrze jeść i pić, i każdy może poczuć się dobrze...
Więc czego się czepiam?
Bo czepiam się - brudu, obdrapanych murów, koszmarnych ilości samochodów na ciasnych uliczkach.
I nie przekonuje mnie twierdzenie, że to wszystko stanowi o klimacie miejsca, że gdyby było wymuskane i cacy, to straciłoby ten koloryt.Nie, w moich oczach nie, a jestem przekonana, że też nie w oczach mieszkańców tych obdrapanych domów, tych obecnych i tych byłych i ich wnuków.
Kazimierz to jedno z tych miejsc - wszyscy się zgodzimy - które ściągają do Krakowa turystów z całego świata, miejsce-świadek historii, ważne kiedyś, ważne dziś - a zatem warte zadbania.Rozumiem, że nie ma pieniędzy, że własność prywatna, że...

... a może nie pieniędzy brakuje, a mądrego włodarza?









Wszystkie zdjęcia w albumie, zapraszam, jeśli ktoś ma niedosyt:)

poniedziałek, 3 marca 2014

Róż głową, czyli spacerkiem po krakowskim Kazimierzu


Dotarłam na Kazimierz...
Gwoli ścisłości, nie po raz pierwszy, bo bywałam tu, choć rzadko, w latach szkolnych, kiedy nie była to dzielnica galerii i kafejek, a potem, czyli w ostatnich latach i owszem, ale bez aparatu, teraz wreszcie w celu zarejestrowania urody i klimatu miejsca...
Jak to powiedzieć - klimat jest, uroda nieco przywiędła, wszak Kazimierz wiekowy i choć na przełomie wieków "na nowo odkryty", to jednak zaniedbany, stąd uczucia mam mieszane, z dominującym żalem, że znów i niestety nie ma pieniędzy, bo pomysł na pewno jest, tylko co z pomysłem, jak pieniędzy nie ma...?
Zwłaszcza, że pomysły są tu najwyraźniej indywidualnie, a  pieniędzy nie ma gremialnie...

Ktoś tu powinien głową mocno ruszyć..?!



Nie będę opowiadała historii Kazimierza, spróbuję tylko pokazać to, co zrobiło na mnie wrażenie, a  niedoinformowanych odsyłam po informacje do wikipedii lub strony dzielnicy.

Zaczniemy od ogółu, by potem przejść do szczegółu, czyli na pierwszy rzut uliczki, place i zabytki Kazimierza
(w podtytule umieścić można 'Kazimierz a sztuka parkowania').

 

Nasz spacer zaczynamy od ul.Szerokiej,
 miejsca znanego (choćby z odbywającego się tu od  1988 r. Festiwalu Kultury Żydowskiej),

 

 obleganego, zadziwiającego - bo czyż widział kto, żeby w lutym siedzieć pod parasolami?I to w tak historycznym i zabytkowym sąsiedztwie...



synagogi i cmentarza Remuh,


kamienicy  Landauów.


Idziemy dalej, ulicami Miodową i Warszauera, mijamy synagogę Kupa, 


zaglądamy na Plac Nowy,


 skręcamy w Meiselsa,


 w Józefa,


 mijamy kościół przy ul.Bożego Ciała,
by dotrzeć do placu Wolnica, na którym zabytkowy ratusz, obecnie muzeum, rzeźba dłuta znanego krakowskiego artysty, B.Chromego


i samochody - już nikogo ten widok nie dziwi?


Zaglądamy w Bonifraterską


i  ulicą Św.Wawrzyńca,


 którą prowadzi Krakowski Szlak Techniki, a przy której w budynku dawnej zajezdni pierwszego wąskotorowego tramwaju elektrycznego mieści się Muzeum Inżynierii Miejskiej.



Skręcamy w  Dajwór,


i już jesteśmy na tyłach Starej Synagogi,


 i przesmykiem Na przejściu wracamy do punktu wyjścia.


Robi się chłodno i ciemno, fotele opustoszały,

 

ale młodzież się schodzi na wieczorne imprezy..


My rzucamy jeszcze okiem na pomnik ku czci


i idziemy do samochodu, obiecując sobie, że przecież jeszcze tu wrócimy...


 Zmęczyłam Was trochę?Mam nadzieję, że nie;)

Jutro zapraszam na ciąg dalszy, pod hasłem 
'szyldy Kazimierza' - będzie się działo!

poniedziałek, 8 lipca 2013

koniecznie - na kawę do Janowa Lubelskiego, na spacer do Frampola


 

 Rzut beretem od Gwizdowa, z którego wybraliśmy się nad Imielty Ług,  na skrzyżowaniu dróg 19 i 74, leży Janów Lubelski.Warto tu wstąpić na absolutnie przepyszną  kawę - nie powstydziłaby się jej niejedna kawiarnia w dużym mieście - w tej cukierence widocznej na drugim zdjęciu, za kamieniem ku czci.


Można też zjeść pizzę obok, ale przymusu nie ma...


...a że czas goni, to tylko rzut oka na ryneczek



i wsiadamy w samochód

(można autobusem, jak kto woli)
 i w drogę, przed nami Frampol - miasto, które miało być idealne;)


Układ przestrzenny Frampola jest ewenementem w skali kraju, cytuję:

"Wszystko zaczęło się w 1705 r., gdy Franciszek Butler zakładał nową osadę o charakterze przemysłowo-rolnym. Za radą architekta rozplanował ją przestrzennie w oparciu o renesansową koncepcję urbanistyczną, podobną do tej z Zamościa i Głogowa Małopolskiego. Tyle, że zmodyfikowaną.

Ze zorientowanego idealnie według stron świata Rynku wychodzi 8 ulic. Rynek obiegają też ulice równoległe do niego, co w całości przypomina szachownicę, a może bardziej pajęczynę. Na osi północ-południe znalazł

się ratusz i kościół.Typowa jednostka osadnicza składała się z domu i stodoły, a więc każdy z tych elementów musiał współtworzyć zabudowę ulic. Obok ulic głównych powstały zatem tzw. ulice stodolne, prawdziwy architektoniczny rarytas.

Pierwotnie rynek stanowił ogromny plac o wymiarach 225 x 225 m. Był większy od krakowskiego! W XIX w., uznano jednak, że jest zbyt duży i zmniejszono każdy bok o 85 metrów.Od 1738 r., przez 130 lat Frampol był miastem i kolejne 130 znowu nie był. Dziś ponownie jest.
Tutejsi mieszczanie trudnili się tkactwem, ale i uprawą roli, do czego potrzebne były stodoły. Tak zresztą sytuowano zabudowę, że bliżej rynku zamieszkiwali rzemieślnicy i kupcy, a dalej włościanie.

Obecnie tamtego Frampola już prawie nie ma, ale jest oryginalna pajęczyna ulic. Nie zdołali jej zniszczyć lotnicy niemieccy, którzy we wrześniu 1939 r. ćwiczyli tu celność bombardowania, obracając przy okazji w ruinę 90% drewnianych domostw."

Dodam, że kiedyś mieszkała tu liczna społeczność żydowska, skutecznie przez Niemców zlikwidowana..
Kilka zdjęć;





 















A my w drogę, przed nami Szczebrzeszyn
:)