Rower sobie nowy kupiłam:) Tym samym przesiadłam się z trekkingowego na zwykły miejski, z 'łabędziem', czyli mocno wygiętą ramą, która kobiecie w słusznym (sic!) wieku ułatwia zsiadanie i mogę teraz spokojnie i z godnością jeździć na zakupy na osiedlowe targowisko albo do parku i robić zdjęcia.
No, i robię, robię; pogoda w ostatnich dniach dopisała i trzeba to było wykorzystać, bo za chwilę po kolorach zostanie wspomnienie, a dookoła zrobi się szaro i buro, chyba że spadnie śnieg, w co już chyba nikt nie wierzy...
czyli subiektywny przewodnik - po całej Polsce latem, po Dolnym Śląsku i Sudetach przez cały rok, a czasem po czeskiej stronie.. zawsze Hondą;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław i okolice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław i okolice. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 listopada 2020
listopad albo rowerem po Wielkiej Wyspie
poniedziałek, 11 maja 2020
park w Szczodrem, czyli przerywnik wiosenny
Maj, ładna pogoda, 'poluzowanie' zakazów i można wreszcie uskutecznić dłuższy spacer. Zapraszam na łyk zieleni do podwrocławskiego Szczodrego, w którym zresztą już byliśmy (bagatela,11 lat temu), oglądać ruiny pałacu.
Park (28 ha) został niedawno zrewitalizowany; jak czytamy na stronie gminy Długołęka "otacza pozostałości neogotyckiego Pałacu Sybilli, wybudowanego pod koniec XVII wieku. W ramach rewitalizacji, powstały tam m.in. nowoczesne place zabaw, place i ścieżki edukacyjne, sportowe i wypoczynkowe, zrewitalizowano też nawierzchnię ścieżek parkowych. Pojawiły się również elementy małej architektury, czyli ławki, kosze czy leżak".
Miłego spaceru życzę 😊
czwartek, 6 lipca 2017
piątek, 23 czerwca 2017
Krzyk na Roosevelta albo siła sztuki
Znów wyskoczyłam do miasta bez aparatu, ale w końcu po to zainwestowałam w smartfon, żeby w tzw. razie czego mieć czym robić zdjęcia; no, jeszcze żeby móc płacić za pomocą aplikacji a nie drobnych, których zawsze brakuje kiedy są potrzebne, ale mniejsza o to;)
Zatem - poszłam do banku, trafiłam na... podwórko:)
Nie byle jakie, bo jedno z dwóch najbardziej chyba znanych we Wrocławiu, przy ul. Roosevelta, artystyczne.
Nie byle jakie, bo jedno z dwóch najbardziej chyba znanych we Wrocławiu, przy ul. Roosevelta, artystyczne.
"Najpierw trzeba wejść w bramę od ulicy Roosevelta, w środkowej jej
części, by stanąć przed nadzwyczajnym dziełem artystów i mieszkańców.
Od podwórka ścianę szeregu szarych kamienic pokrywa zjawiskowy mural.
Jest tu fragment rajskiego ogrodu – z prehistorycznymi stworami i
zwierzętami z tropików. Poza nimi są postaci surrealistyczne, mityczne,
bajkowe. Jest kącik zwierzęcy, oniryczny zaułek oraz fragment
poświęcony zmarłym kibicom piłkarskiego Śląska oraz postaciom
historycznym.
Ale najważniejszymi bohaterami są mieszkańcy domów okalających
podwórko. Są uśmiechnięci, pogodni, zadowoleni ze swojej niecodziennej
roli. Lokatorom towarzyszą ich pupile, pełnoprawni bohaterowie
podwórkowego życia i jego malowanej barwnej wersji.
Pomysłodawcą jest malarz Mariusz Mikołajek wraz ze swoim artystycznym
zespołem zaangażował prawie wszystkich mieszkańców XIX-wiecznych
kamienic, by zmienili swoje brzydkie podwórko w niesamowite miejsce, do
którego pielgrzymują wycieczki.
Nazwali je „niemuralem", bo to połączenie malarstwa, rzeźby
i ceramiki. Dzieło ma 250 metrów i ponad 1200 metrów kwadratowych, w
jego powstanie zaangażowani byli wszyscy mieszkańcy – od najmłodszych,
przez młodzież, mniejszość romską, kibiców piłkarskiego Śląska, po
seniorów."
Ale,
ja weszłam nie na to, 'skończone' podwórko przy Roosevelta 5a, a na drugie, po parzystej stronie ulicy, wciąż w fazie realizacji, jak się zdaje; też, rzecz jasna, artystycznej:)
ja weszłam nie na to, 'skończone' podwórko przy Roosevelta 5a, a na drugie, po parzystej stronie ulicy, wciąż w fazie realizacji, jak się zdaje; też, rzecz jasna, artystycznej:)
Wrócę tu, koniecznie, bo to była zbyt krótka wizyta, by zobaczyć wszystko, poza tym w okolicy przybywa miejsc, które warto zobaczyć.
Wrocławian być może zainteresuje informacja, że jutro, 24 czerwca, odbędzie się

:)
piątek, 19 maja 2017
szwendając się po mieście, czyli Wrocław sprząta swoje rzeki
Akcja - sprzątanie rzek Wrocławia, wystawa 'wyłowione z rzeki' - Wrocław, ul.Oławska.
Cytuję za stroną organizatora:
"Akcja „Sprzątanie rzek Wrocławia” oraz wystawa „Wyłowione z rzeki” odbyła się 12 maja 2017 r. Dwa razy do roku zapraszamy uczniów wrocławskich szkół do wspólnej akcji, podczas której sprzątamy tereny znajdujące się przy rzekach oraz same rzeki.
Podczas sprzątania uczestnicy stworzyli dzieła sztuki z wyłowionych
przedmiotów, które wystawione zostały na ulicy Oławskiej. Wystawa
odbywać się będzie w dniach 12.05-26.05.2017 r."
Pytanie brzmi - ile osób zainteresowało się wystawą na tyle, żeby się
zatrzymać, popatrzeć, pomyśleć? Hm, nie zauważyłam nikogo, ale może pora
nie była odpowiednia?
U mnie - stagnacja;
mało się ostatnio udzielam online, więcej rodzinnie, trochę czytam, trochę oglądam, powoli zaczynam myśleć o wakacjach.
Pozdrawiam z Wrocławia:)
czwartek, 5 stycznia 2017
Kantor, Kantor, czyli o takich dwóch krzesłach i nie tylko
Zaczęło się od tych dwóch zdjęć;
robiąc je trzy lata temu, we wrześniu 2013, w czasie spaceru nad Wisłą, nie miałam pojęcia, że dokumentuję budowę nowej Cricoteki. Przypomniałam je sobie, kiedy wracając latem z wycieczki do Dobczyc, zobaczyłam na mapie nazwę Hucisko. Chwila namysłu i - jedziemy; tam przecież ma znajdować się krzesło Kantora, to pierwsze, bo drugie, niemal bliźniacze stoi od pięciu lat we Wrocławiu.
Znalezienie krzesła łatwe było tylko pozornie, bo choć jest zaznaczone na mapie, jest też drogowskaz, to potem - nic, zero! człowiek wjeżdża w drogę przypominającą wąwóz, że o zawieszenie strach, więc zawraca, nie ma kogo zapytać i gdyby nie desperacja, pod tytułem 'jestem tu, więc muszę znaleźć', to machnąłby ręką... Ale jest! Za bramą, zamkniętą przecież na głucho, w sąsiedztwie tajemniczego domu, który okazuje się być Domem Kantora, oczywiście, ale niedostępnym niestety, a szkoda...

Tak czytam na stronie:
"Dom Tadeusza Kantora w Hucisku, który miał być muzeum malarstwa tego artysty i jego żony malarki Marii Stangret, niszczeje i wymaga remontu. Fundacja im. Tadeusza Kantora, opiekująca się willą, z trudem próbuje zdobyć fundusze na jej odnowienie."
Wróćmy do krzesła i Kantorowskiej idei "cyklu pomników niemożliwych";
taki opis znalazłam:
"Dlaczego Krzesło zbudowano w Hucisku? Bo nie udało się tego zrobić we Wrocławiu. Pomysł i idea powstania projektu jest bardzo ciekawa i godna wielkiego artysty.
W 1970 roku władze Wrocławia urządziły sympozjum naukowców i artystów. Zadeklarowały, że zrealizują nawet najbardziej oryginalne formy przestrzenne. Kantor, aby zakpić sobie z samej idei "form przestrzennych", zaproponował zbudowanie we Wrocławiu krzesła dziesięciometrowej wysokości. Namawiał też warszawską Galerię Foksal, aby w jego imieniu monitowała władze Wrocławia, by dotrzymały obietnic. Nie wierzył w powodzenie pomysłu. Chciał raczej prześledzić etapy fiaska."

We Wrocławiu ostatecznie krzesło też stanęło, ale dopiero w 2015 roku, i nieco mniejsze; to w Hucisku ma wysokość 14 metrów, wrocławskie - 9.
Wróćmy do Krakowa;
w grudniu wybrałam się, korzystając z ładnej pogody, do Podgórza. Chciałam zrobić zdjęcia figur Kędziory, ale nie tylko - celem były też murale, plac Bohaterów Getta i Cricoteka. Przyznacie, że wygląda bardzo, bardzo interesująco...?
Czym jest Cricoteka, kim był Tadeusz Kantor nie muszę chyba mówić?
ale jakby co, tu można sprawdzić:)
Wieczorową porą, z Kładki Bernatki, też fajnie wygląda.
Krzesła jeszcze będą, ale te z placu Bohaterów Getta...
...
i
SAMEGO DOBREGO I NAJLEPSZEGO W 2017!
Znalezienie krzesła łatwe było tylko pozornie, bo choć jest zaznaczone na mapie, jest też drogowskaz, to potem - nic, zero! człowiek wjeżdża w drogę przypominającą wąwóz, że o zawieszenie strach, więc zawraca, nie ma kogo zapytać i gdyby nie desperacja, pod tytułem 'jestem tu, więc muszę znaleźć', to machnąłby ręką... Ale jest! Za bramą, zamkniętą przecież na głucho, w sąsiedztwie tajemniczego domu, który okazuje się być Domem Kantora, oczywiście, ale niedostępnym niestety, a szkoda...

"Dom Tadeusza Kantora w Hucisku, który miał być muzeum malarstwa tego artysty i jego żony malarki Marii Stangret, niszczeje i wymaga remontu. Fundacja im. Tadeusza Kantora, opiekująca się willą, z trudem próbuje zdobyć fundusze na jej odnowienie."
A miał być, zgodnie z wolą artysty
" typem muzeum biograficznego, połączonego z instytucją o charakterze informacyjnym, dysponującym w miarę pełną wiedzą na temat twórczości malarskiej Tadeusza Kantora i Marii Stangret – Kantor. Muzeum posiadałoby również niewielką, reprezentatywną kolekcję obojga twórców. Ponadto artysta planował wzniesienie kilku rzeźb na terenie otaczającym dom, które umożliwiłyby stworzenie klimatu charakterystycznego dla całej jego twórczości teatralnej i plastycznej. W zamierzeniu autora, muzeum w Hucisku, jako placówka dynamiczna, miałoby realizować zadania edytorskie, wystawiennicze, jak i popularyzatorskie i badawcze. Nagła śmierć twórcy, nie pozwoliła mu do końca sprecyzować wszystkich zadań oraz uniemożliwiła struktury organizacyjnej przyszłej instytucji. Pozostały tylko luźne zapiski i wskazówki co do rozwoju posesji i aranżacji przestrzeni wokół niej."

" typem muzeum biograficznego, połączonego z instytucją o charakterze informacyjnym, dysponującym w miarę pełną wiedzą na temat twórczości malarskiej Tadeusza Kantora i Marii Stangret – Kantor. Muzeum posiadałoby również niewielką, reprezentatywną kolekcję obojga twórców. Ponadto artysta planował wzniesienie kilku rzeźb na terenie otaczającym dom, które umożliwiłyby stworzenie klimatu charakterystycznego dla całej jego twórczości teatralnej i plastycznej. W zamierzeniu autora, muzeum w Hucisku, jako placówka dynamiczna, miałoby realizować zadania edytorskie, wystawiennicze, jak i popularyzatorskie i badawcze. Nagła śmierć twórcy, nie pozwoliła mu do końca sprecyzować wszystkich zadań oraz uniemożliwiła struktury organizacyjnej przyszłej instytucji. Pozostały tylko luźne zapiski i wskazówki co do rozwoju posesji i aranżacji przestrzeni wokół niej."

Wróćmy do krzesła i Kantorowskiej idei "cyklu pomników niemożliwych";
taki opis znalazłam:
"Dlaczego Krzesło zbudowano w Hucisku? Bo nie udało się tego zrobić we Wrocławiu. Pomysł i idea powstania projektu jest bardzo ciekawa i godna wielkiego artysty.
W 1970 roku władze Wrocławia urządziły sympozjum naukowców i artystów. Zadeklarowały, że zrealizują nawet najbardziej oryginalne formy przestrzenne. Kantor, aby zakpić sobie z samej idei "form przestrzennych", zaproponował zbudowanie we Wrocławiu krzesła dziesięciometrowej wysokości. Namawiał też warszawską Galerię Foksal, aby w jego imieniu monitowała władze Wrocławia, by dotrzymały obietnic. Nie wierzył w powodzenie pomysłu. Chciał raczej prześledzić etapy fiaska."

We Wrocławiu ostatecznie krzesło też stanęło, ale dopiero w 2015 roku, i nieco mniejsze; to w Hucisku ma wysokość 14 metrów, wrocławskie - 9.
Wróćmy do Krakowa;
w grudniu wybrałam się, korzystając z ładnej pogody, do Podgórza. Chciałam zrobić zdjęcia figur Kędziory, ale nie tylko - celem były też murale, plac Bohaterów Getta i Cricoteka. Przyznacie, że wygląda bardzo, bardzo interesująco...?
Czym jest Cricoteka, kim był Tadeusz Kantor nie muszę chyba mówić?
ale jakby co, tu można sprawdzić:)
Wieczorową porą, z Kładki Bernatki, też fajnie wygląda.
Krzesła jeszcze będą, ale te z placu Bohaterów Getta...
...
i
SAMEGO DOBREGO I NAJLEPSZEGO W 2017!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































