niedziela, 18 stycznia 2015

na Wielką Sowę


 ... wybraliśmy się dziś.
Mieliśmy zamiar zrobić sobie spacer z Sokolca, ale w drodze napotkaliśmy na przeszkodę zwaną rajdem, więc zostawiliśmy samochód na poboczu i weszliśmy na szlak na wysokości Przełęczy Walimskiej.
Ludzi na szlaku na lekarstwo, trochę więcej na Sowie, w drodze powrotnej spotkaliśmy cztery osoby.
Cisza, spokój, cisza, spokój, cisza...
 Widoki były;


Na Sowie kaplicę budują, hm...


Pogoda była dynamiczna, można powiedzieć, z przewagą chmur i mgieł - te dwa zdjęcia zrobiłam w odstępie dwóch minut;
 zdjęcia są takie o, bo nie chciało mi się targać dużego aparatu, wzięłam małą cyfrówkę.


(Tego ptaszyska tu jeszcze niedawno nie było;
potomni będą naszą epokę zwać czasem kiczu...?)


Zima w górach jest:)

wtorek, 13 stycznia 2015

Kocha(j)my parowozy, czyli Wolsztyn zaprasza


Parowozownia w Wolsztynie znana jest chyba każdemu miłośnikowi kolei.
Jak podaje wiki, zbudowana w 1907 roku, jeszcze niedawno była ostatnią czynną w Europie - do 2012 roku parowozy prowadziły codziennie planowe pociągi do Leszna, a czasami także składy retro i pociągi okolicznościowe. Teraz już tylko okolicznościowo można się przejechać zabytkowym wagonem, ciągniętym przez zabytkowy parowóz, choć słyszałam, że jest szansa na reaktywowanie regularnych połączeń, ale czy to prawda? ... się okaże.
Póki co - można sobie pooglądać, jak to drzewiej jeżdżono, a że to drzewiej nie tak dawno było, to zaświadczam - jeździło się siedząc na drewnianych ławkach i jak było fajnie, ha!
:)


To ja już nic nie gadam, popatrzcie sami;




O, tu jedna z unikatowych lokomotyw - Tr5, jedyna zachowana z tej serii,
produkcji niemieckiej firmy Orenstein&Koppel,


I -wagon;
jeździło się takimi do Rabki, ktoś zna?
 pamięta?


... ale takich luksusów nie widziałam, jak żyję:)


Muzeum ma też wystawę, jakżeby inaczej;


 I niech mi ktoś powie, że teraz drukowanie biletu trwa krócej niż kiedyś!


Mam nadzieję, że kogoś udało mi się zachęcić do wizyty w Wolsztynie;)
A następny przystanek na naszej trasie - Połczyn Zdrój, zapraszam.

 

A, informacje o kursach można znaleźć na stronie  TurKol.pl

czwartek, 8 stycznia 2015

Koch na niepogodę, czyli z wizytą w Wolsztynie



Wracamy do wakacyjnych wędrówek po kraju.

W Wolsztynie wylądowałyśmy, niestety, w deszczu. Zaliczyłyśmy w szybkim tempie parowozownię, o czym następnym razem, a że czas był, a warunków do włóczenia się po mieście z aparatem nie, wstąpiłyśmy do Muzeum Roberta Kocha. Powiem krótko - warto, polecam. Zbiory może nie są imponujące, ale jedyne w swoim rodzaju, w końcu nie w każdym mieście przebywał i pracował noblista, odkrywca bakterii wywołujących wąglika, cholerę i gruźlicę. Koch mieszkał tu przez 8 lat - wcześniej też niedaleko, w Rakoniewicach, o których już wspominałam. Muzeum, istniejące od 1996 roku powstało na bazie Izby Pamięci, z inicjatywy Fundacji Polsko-Niemieckiej i Stowarzyszenia Naukowego Roberta Kocha.
Niedawno przeszło remont, który umożliwi, może już umożliwił, powiększenie ekspozycji o sale na piętrze.
Od siebie dodam, że bardzo interesująco i z pasją wprowadzał nas w temat kustosz muzeum, ba, poświęcił swój prywatny czas! Kilka zdjęć, proszę;

 
 
 Na zdjęciu powyżej - dyplom Nagrody Nobla, 
poniżej - zdjęcie bakterii wąglika;
 (nie wyszło mi wyraźnie, ale żal byłoby nie pokazać:)

 

A tu - nerwy macicy kreta, praca Kocha, jeszcze studenta.


Narzędzia z epoki, niektóre, jeśli mnie pamięć nie myli, nadal używane...?

Dom stoi przy ulicy;
 z tyłu ładny ogród, z ławeczką pod drzewem, pod którym Robert Koch siadywał.


Pana Kustosza serdecznie pozdrawiam, Was zachęcam do odwiedzenia muzeum.
I zapraszam do parowozowni;)

wtorek, 6 stycznia 2015

w Szklarskiej


 

... Porębie spędziliśmy kilka dni. Było - najpierw mokro i szaro, potem ślisko i szaro, na koniec, czyli dziś biało i słonecznie. Włóczyliśmy się po okolicy, przeszliśmy się karkonoską Drogą pod Reglami, zahaczyliśmy o Izery. Do Robaczka zaglądnęliśmy - Chatka czynna, bufet nie, bo gospodarz choruje, niestety. Mieszkaliśmy fajnie, z widokiem na Szrenicę, której głównie nie było widać, ale i tak żal było wyjeżdżać.


W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Rudawach Janowickich.

 

Sezon zimowy 2015 uważam za otwarty:)))