"Najcieplejsze miejsce w Polsce
znajduje się w Tarnowie, przy pałacu Sanguszków w Gumniskach; to polski
biegun ciepła - twierdzi znany w Tarnowie regionalista, geolog i geograf
Franciszek Pulit.
- Termin biegun ciepła odnosi się raczej do wyspy
termicznej, która ma uprzywilejowane temperatury i rozciąga się przed
Pogórzem Karpackim, między Bochnią, Brzeskiem, Tarnowem, Dębicą, Mielcem
i Dąbrową Tarnowską
Jest to trójkąt w Kotlinie Sandomierskiej przed czołem nasunięcia
karpackiego, który ma najkorzystniejsze warunki termiczne ze wszystkich
regionów w Polsce - wyjaśnia geolog i geograf.
Jak
podaje, Tarnów posiada najwyższą średnią temperatury powietrza w roku -
wynosi ona 8-9 stopni C. W Tarnowie jest najdłuższe w Polsce termiczne
lato - trwa 114 dni (jest to liczba dni z temperaturą średniodobową
powyżej 15 st. C). Tarnów i okolice mają też najdłuższy w Polsce okres
wegetacyjny, który wynosi ok. 225-230 dni w roku (to liczba dni ze
średniodobową temp. powyżej 5 st. C).
W Tarnowie i okolicach jest też najwięcej w Polsce
dni bezchmurnych w ciągu roku - bo aż 55. (..) Ilość dni bezwietrznych - tzw. cisze
termiczne - to 30 proc. roku."
Nie mam zdjęcia pałacu Sanguszków, ale mam - słonia;)
zdjęcie, zrobione w lipcu 2012, ma dziś już charakter archiwalny, bo jesienią 2014 słoń dostał nową skórę, wróć, nowe kolory - w ramach akcji "Proszę Słonia" . Słoń, dłuta tarnowskiego rzeźbiarza, Jacka Kucaby, stoi sobie na rogu ulic Nowy Świat i Mościckiego, w samym centrum miasta i jest prawdopodobnie jedynym takim słoniem na świecie!
W każdym razie, na pewno się już tu zaaklimatyzował i stał jednym z, jeśli nie symboli, to na pewno bardziej charakterystycznych punktów miasta.
A skoro tu już jesteśmy, to zaproszę Was na Nowy Świat;
to tu jest wspomniana przeze mnie w poprzednim wpisie szkoła - kiedyś obrośnięta pięknym winobluszczem, dziś ślicznie różowa...
z bardzo, hm, ciekawym
(prawie) vis a vis, czyli Kocim Zamkiem;
zainteresowanych odsyłam do albumu, gdzie więcej zdjęć i do strony, na której można to i owo na jego temat przeczytać.
A my wracamy do ścisłego centrum, żeby powłóczyć się jeszcze trochę i popodziwiać odrestaurowane kamieniczki i te. które na odnowę dopiero czekają;
zaglądamy więc jeszcze na chwilę do Rynku,
przechodzimy obok bazyliki,
zaglądamy na Burek, czyli targowisko, zamknięte już, jak widać;
chodzimy sobie Wielkimi Schodami
a potem szwendamy sie wte i we wte...
tam i z powrotem,
aż przychodzi czas odjazdu,
jak zwykle...
Czy widać, ze Tarnów na górce leży?
Wszystkie zdjęcia, dużo więcej,
znajdziecie Państwo w albumie,
zapraszam i usprawiedliwiam się,
że wielu ważnych miejsc, znanych z encyklopedii i przewodników,
nie znajdziecie,
bo tym razem wizyta była głównie sentymentalna
;)
...........
Znalazłam w necie
ten wpis i ten ,
oba na temat Kociego Zamku.
Ten biegun ciepła mnie zainspirował trzy lata temu i zorganizowałem wyjazd rowerowy w okolice Tarnowa. Wymagający, ponieważ górek ci tam nie brakuje :-) Ale też jeden z najpiękniejszych w ostatnich czasach. Oprócz Tarnowa jeszcze zobaczyliśmy Bobową, Pogórze Ciężkowickie ze Skalnym Miastem i w drodze powrotnej Zalipie. Tylko słonia w Tarnowie nie było...
OdpowiedzUsuńBył, był, on tam stoi ponoć od 2001 roku:)
UsuńTo znaczy do okulisty muszę się udać, ech...
UsuńAlbum przejrzany, zrobiłam sobie spacer sentymentalny, dziękuję :-) Obiektywnie pewnie trzeba powiedzieć, że Tarnów stał się ładniejszy - zadbany, kolorowy... Nie muszę chyba dodawać, który z tych dwóch obrazów (zapamiętany - aktualny) jest mi bliższy, ale pewnie mieszkańcom żyje się teraz lepiej. Jeszcze tylko schody przypominają trochę tamte sprzed lat. Chyba jednak tam nie wrócę, myślę, że już nie ma tamtego miasta.
OdpowiedzUsuńPS Jak to możliwe, że nie pamiętam "Kociego zamku"?
Wyobraź sobie, że ja też Kociego Zamku nie kojarzę; a czytałąs na tej stronie, do której link podałam?
UsuńPowroty zawsze bywaja trudne, czasem trzeba sie zmierzyć ze swoimi wspomnieniami i wyobrażeniami, moje nie są aż tak żywe, do tego tylko i wyłącznie pozytywne, ale też błahe - może mi łatwiej?
Musze wrócić i pochodzić sobie spokojnie, nie jak wtedy, w biegu.
Tak, już przeczytałam. I teraz wydaje mi się, że kojarzę ten detal architektoniczny - dwie końskie głowy, ale całość na pewno wyglądała inaczej, tylko za nic nie przypomnę sobie teraz jak :-)
UsuńNa blogu, do którego odsyłasz, widziałam też jedno zdjęcie takiej starej willi czy kamienicy - z pięknym detalem architektonicznym. Właśnie jakby odprysk tamtego miasta, które pamiętam. Ale autorka podsuwa myśl, jak pięknie by wyglądał ten dom odnowiony, z fasadą w kolorze "rozbielonej poziomki". No przepraszam, że tak się zatrzymuję nad takim detalem, ale on ukazuje jakiś szerszy obraz, może trochę to, o czym niżej pisze H_Piotr. Ja też mam wrażenie wielkiej "kolorowości" dzisiejszego Tarnowa, takiej trochę cukierkowej, bajkowej. Czy tylko przez kontrast z moimi wspomnieniami (nie są czarno-białe, ale bez takich jaskrawych kolorów) czy naprawdę tak jest - trudno mi ocenić. Zresztą z Krakowem mam podobnie. I teraz wychodzi, żem malkontentka i nie doceniam dzieła renowacji mniejszych i większych zabytków ;-) Ale co ja poradzę na to, że Kraków podoba mi się najbardziej na zdjęciach Hermanowicza a Tarnów taki, jakim go pamiętam? Trochę zagmatwałam, ale wierzę, że rozumiesz. Doceniam wysiłki, żeby przestrzeń miasta była estetyczna, żeby ratować zaniedbane i niszczejące zabytki - wydaje mi się tylko, że efekt końcowy jest zbyt teatralny, jak zbyt mocny makijaż albo jakby miasto grało główną rolę w nie najlepszym filmie na swój własny temat.
Oj, ja tez mam z kolorami zwłaszcza, problem;
Usuńwe Wrocławiu odnawiając, starają się wrócić do kolorów 'za Niemca', wszyscy są za, a ja nie lubię! Nie podoba mi sie np. dworzec główny, taki pomarańczowy, ze oko razi, kolor peerelowski był mi zdecydowanie bliższy. Czasem wkurza mnie takie kurczowe trzymanie sie, powroty do tradycji - kto powiedział, ze to zawsze dobry pomysł?
Oj, temat rzeka!
Co do Tarnowa - masz rację, Tarnów, który możemy pamietac, na pewno był szary, współczesna Wałowa aż razi kolorami, jest cukierkowa, jak pisze H_Piotr, ale chyba mi sie podoba:) To chyba bardziej niz kolorów dotyczy bruku - mam problem z zamienianiem ulic w deptaki, to tez temat na dłuższą dyskusje.
Ale - z tym przesadnym makijażem trafiasz w sedno;)
Ado, wczoraj, szukając info na temat kawiarni Zalipianek, trafiłam na jeszcze jeden krakowski blog:
http://mareklasyk.blogspot.com/2013/08/u-zalipianek.html
:)
Tarnów to bardzo piękne miasto i chętnie tam znów wrócę.
OdpowiedzUsuńJa też:)
UsuńŁadne, zadbane miasto z wieloma atrakcyjnymi miejscami, a do tego najcieplejsze miejsce w Polsce, bardzo mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńTak, i warte uwagi - jest jeszcze dużo do zobaczenia.
UsuńO, a co tak tam pusto? Wywiało wszystkich na ten biegun?
OdpowiedzUsuńByło dośc pusto koniec lipca, pod wieczór, upał, moze dlatego?
Usuńw Tarnowie jest też inszy słoń. znasz?
OdpowiedzUsuńNic nie wiem, napiszesz więcej...?
Usuńniewiele do pisania - trochę jeno do pokazania. w związku z tym, zapraszam na swoje złamy.
Usuńat, przecież masz go w albumie.
UsuńŚcienny?
Usuńehe. :-)
Usuńśrednia temperatura 8-9 stopni C - i już biegun ciepła?
OdpowiedzUsuńrety, w jakim kraju my żyjemy!... :-0
Jaki kraj, taki biegun:)
UsuńSłoń jest śliczny- optymistyczny bardzo! W warszawie kilka lat temu w różnych miejscach ustawiono różnokolorowe krowy. Kilka widziałam. Dość zabawnie to wyglądało.A słoń osiadł na stałe. I dobrze. Symbol szczęścia. :)) BBM
OdpowiedzUsuńAle trąbe powinine mieć uniesioną, jako ten symbol, najwyraźniej autor nie chciał sie poddac zabobonom;)
UsuńMiłe miast(eczk)o do zwiedzenia, ale nie wiem, czy chciałbym mieszkać. Jest tak słodko-cukierkowe, poukładane, az do przesłodzenia. Nie drażni. Nie kłuje w bok. Usypia zmysły i umysł.
OdpowiedzUsuńTo są wrażenia moje z Twoich zdjęć, bom tam jeszcze nie był. Domyślam się, że poza słodką staróweczką reszta to bloki (jakie wszędzie są) i nijakie przedmieścia (na których nie ma na czym oka zawiesić). Skądinąd wiem, że znajduje się tam też międzywojenne osiedle Mościce.
Hej_Piotrze, jakie miasteczko?!
UsuńTo kiedysiejsza stolica województwa, ponad 100 tys. mieszkańców - podobnie jak np.Elbląg, Koszalin, Opole, Zielona Góra - wiem, z perspektywy stolicy to mało, ale TO jest Polska właśnie..
Blokowiska są wszędzie, ale Tarnów jest starym miastem, od 1330roku!
Wrażenia z moich zdjęc nie moga być kompletne, bo zdjęcia kompletu nie stanowią, ledwie wycinek, mały, a miasto ma jeszcze więcej do pokazania, uwierz. Ja byłam w tzw. przelocie, obiecuję, że będzie nastepny raz.
Sobie obiecuję;)
jak chcę, żeby mnie jakieś miasto drażniło i kłuło, zwiedzam te przedmieścia "willowe" i blokowiska.
Usuń;-{
To masz szansę w 100 procentach:)
UsuńW ogóle mi nie chodziło o "perspektywę ze stolicy", bo ja nie piszę ze stolicy, lecz z Warszawy :-) Nie chodziło mi też o perspektywę z Warszawy, gwoli wyjaśnienia :-)
UsuńNie chodzi mi o młodość/starość miasta (685 lat to dość zacny wiek jak dla polskiego miasta). Ani o faktyczną liczbę mieszkańców (Tarnów 113 000; 35. miejsce w Polsce na ponad 800 miast).
To może w końcu napisze, o co mi chodzi: O wrażenie.
Wrażenie miasteczka mniejszego, niż naprawdę.
Z Twoich zdjęć Stare Miasto tarnowskie robi wrażenie mniejszego, niż sandomierskie (a Sandomierz liczy sobie "tylko" 25 000 mieszkańców; to oczywiście nie jest zarzut do Twoich zdjęć :-) ).To nic przy podobnym wrażeniu, jakie odniosłem w Radomiu, czy Kielcach (oba miasta po ok. 200 000). Nota bene - Radom to najbardziej na północ wysunięte miasto historycznej Małopolski.
Tarnów jest po prostu jednym z tych (wielu) miast w Polsce, które były dość długo dość małe i nagle się niebotycznie rozrosły w XX wieku (niestety w większości jedynie o domki jednorodzinne i bloki), a ich stare części nie nadążały, bo i jak? Żeby było śmieszniej, podobnie było w Warszawie, tylko że wcześniej (w XVII i XVIII wieku i w związku z tym był to rozrost o kamienice i pałace, a nie o domki i bloki). Ale pałace i kamienice "stworzyły" centrum Warszawy, a domki i bloki go nie tworzą. Więc jest stutysięczne miasto z centrum jak w mieście dwudziesto-trzydziestotysięcznym. Na dobrą sprawę, wielkomiejskie "starówki" ma w Polsce tylko kilka(naście) miast. To raz.
A dwa, że (przynajmniej dla mnie) cechą charakterystyczną m.in. Tarnowa (z Twoich zdjęć) i chyba pokuszę się o rozszerzenie na Małopolskę (historyczną) jest pewne "ucukierkowienie". Brak jakichkolwiek zniszczeń wojennych (czego oczywiście nikomu nie życzę), mało zabudowy plombowej, niedopasowanych budowli. W zalewie XIX-wiecznych i starszych kamienic, pojedyncze zabytki potrafią się "zagubić". Nic się już nie da poprawić (bo to zabytki), można jedynie popsuć (to w Polsce zawsze się da :-( ). Panuje klimat niedzielnych spacerów z całą rodziną, mąż i synek w koszuli w kancik, żona i córeczka w sukienkach. Lody na deptaku. "Dzień dobry dla szanownej małżonki". Ciepło i nieco mdło.
Poza Małopolską, na Mazowszu, z takim klimacikiem spotkałem się w Płocku. Fajnie się to zwiedza, ale, jak napisałem wcześniej, chyba nie chciałbym żyć w takim klimacie. To dwa.
A trzy - żeby było śmieszniej, zdaję sobie sprawę, że też mam podobne "przesunięcie" w robionych zdjęciach, tzn. tego całego "kłucia i drażnienia" zazwyczaj nie fotografuję, tylko te kamieniczki :-)
I oczywiście wierzę Ci, że Tarnów ma dużo do pokazania! Ale np. z chęcią zobaczyłbym też modernistyczne osiedle Mościce i wieżę ciśnień w kształcie torusa na jednym z blokowisk ;-) To zresztą tak samo, jak nieco wukurza mnie, gdy turyści chcą w Warszawie zobaczyć tylko Stare Miasto i Łazienki, albo w Krakowie nie wychodzą poza obręb Plant, Wawelu i Kazimierza. Tak jakby historia miasta (i Polski?) skończyła się na XVIII wieku.
BTW: Jak już porównujemy Tarnów, Elbląg, Koszalin, Zieloną Górę i Opole (w pierwszym i w ostatnim nie byłem; wszystkie z podobną liczbą mieszkańców), to najbardziej wielkomiejskie wrażenie zrobił na mnie Elbląg. Ale nie wiem, czy to nie dlatego, że jako jedyny z nich ma obecnie tramwaje.
Może po prostu Tarnów to taki Sandomierz z większą ilością bloków dookoła, która napompowała liczbę mieszkańców? Oczywiście nie bronię żadnemu miastu rozwoju, ale obecnie jest on tylko ilościowy, a nie jakościowy.
Ale się rozpisałem! Przepraszam :-) Najgorsze, że dalej nie wiem, czy napisałem to, o co mi chodziło :-/ Chyba trzeba się spotkać osobiście i obgadać sprawę ;-)
Oj, zadałeś mi bobu:)
Usuńbo przeczytałam wczoraj, późno w nocy, nie miałam siły odpisywać, ale oczywiscie rozmyslałam nad odpowiedzia, a teraz mam to poskładać... Będzie trudno, ale spróbuję.
Wrażenie mniejszego może Tarnów robic, bo brakuje 'perspektywy', poza tym ja rzeczywiście skupiłam sie na pokazaniu rynku i najbliższej okolicy, jak wspomniałam, to była wizyta sentymentalna.
Znasz może Rzeszów? Mieszkałam tam kilka lat, i jak czytam to co piszesz, to widzę Rzeszów - mała, ciasna starówka, a potem przestrzenie, arterie i blokowiska, chociaz, jak czytam w wiki, nie wszystko to zasługa PRLu. Tarnowa nie porównałabym do Sandomierza, to dwa różne byty, a Elblaga wciąż nie znam, więc nie mam zdania.
Ale - może byc tez tak, że w mojej głowie wciąż siedzi Tarnów jakim go widziałam będąc dzieckiem, czyli większy niż teraz;)
To ucukierkowienie, o którym mówisz - masz bardziej na mysli stronę wizualna, czy atmosferę małomiasteczkową? Pierwszemu, czyli odbudowie, renowacji, - o psuciu nie mówmy, bo osobny temat - przyklaskuje głosno, drugiemu przeciwnie, ale nie będe tego tematu rozwijac, bo musiałabym napisac, ze nie cierpię drobnomieszczaństwa, ( chamstwa i góralskiej muzyki, jak mawiał klasyk :-)) i że nie mogłabym mieszkac w małym mieście, a trochę takie znam, bo mam rodzinę tu i ówdzie.
W punkcie trzecim dotknąłeś sedna;(
bo tak naprawdę, mnie ciagnie w strone klimatów naturalistycznych, ale potem jestem gdzieś i widze te sliczności, te domeczki, kamieniczki, uliczki i - poddaję się :)
ba, dorabiam im urode, tak sie ustawiam, zeby nie było widac, ze cos jest obłupane, utrącone, że obok stoi jakies zapyziałe coś, np smietnik, albo rusztowania, te wszystkie paskudne płachty i folie, przeszkadzajki..
Chyba, ze moim zamysłem jest pokazanie tej brzydoty, a to, co innego ;)
No i jeszcze jedno;
im starsza jestem, tym bardziej mnie ciagnie na wschód, tym bardziej kocham te wszystkie domki, kapliczki, kościółki, ryneczki, uliczki, te pejzaże beskidzkie i bieszczadzkie, wierzby, rzeczki, mosteczki, to wszystko, czym nasiąkłam w dzieciństwie, a coraz bardziej obce wydaje mi sie to tutaj, na zachodzie.
Jakbym wygrała w lotto, to kupiłabym sobie mieszkanie w Krakowie, domek w Drohiczynie, działkę w Bieszczadach albo Beskidzie Niskim i tak bym sobie pomieszkiwała raz tu, raz tam i podróżowała;)
ale gram tak rzadko, że prawie w ogóle, więc słabo;(
No tak, masz rację, temat nie do wyczerpania, też nie mam pewności, czy napisałam to, o co mi chodziło; bez wodki nie razbieriosz, trza by sie spotkać;)
A wiesz, ze czasem przychodzi mi do głowy, jakby to było, gdyby tak skrzyknąć się i umówic na zjazd blogowo-fotograficzny? na przykład w Łodzi albo jakims innym Tarnowie...?
;)
temperatury by mi odpowiadały :)
OdpowiedzUsuńTo co, mała wycieczka?
UsuńDaleko nie masz, a po drodze pięknie:)
Do tej pory nie udało mi się zwiedzic tego miasta, chociaż bywałem tam wielokrotnie na... dworcu kolejowym. Cóż, wszystko przede mną, bo wygląda bardzo atrakcyjnie :)
OdpowiedzUsuńTo kiedyś zrób dłuższy przystanek :)
UsuńCałe wieki tam nie byłem...
OdpowiedzUsuńTo jedziemy:)
UsuńŁadne kamienice, ulice, zaułki, piękne schody, kolorowy słoń, dobre warunki pogodowe - nic tylko się do Tarnowa przeprowadzić;).
OdpowiedzUsuńA przedtem jeszcze go zwiedzić, bo byłam co prawda tam raz, ale przejazdem do Krynicy i tylko dlatego, ze pomyliłam drogę;).
O widzisz, a ja w Krynicy wieki nie byłam, a wybieram się i wybieram, jak ta sójka...
UsuńDzięki za słonia i ławeczki poetów. Byłam w maju, przegapiłam.
OdpowiedzUsuńTrzeba wrócić:)
A masz zdjęcia kościółka drewnianego?
UsuńZnam kościółek, zdjęć brak.
Usuń