sobota, 21 maja 2016

na kawę do Lanckorony, taka nasza nowa świecka tradycja


Tak się od jakiegoś czasu utarło, że na kawę skaczemy z Krakowa do Lanckorony;
 tak i tym razem - kawa  i ciastko w ulubionej Cafe Arka, a potem krótki spacerek i kilka zdjęć...

 
 
 
 

W Lanckoronie koty rządzą, psy szczekają,
a nad wszystkim(i) czuwają anioły...
:)

Pozdrawiam ze stolicy Małopolski:)

piątek, 13 maja 2016

Łódź nocą nie śpi

 

Ten zestaw jest, oczywiście, absolutnie przypadkowy, szłam sobie i cykałam zdjęcia, co mi wpadło w oko - to plus dwa zdjęcia murali z poprzedniego wpisu. Łódź nocą żyje, zwłaszcza je; ktoś był może w Anatewce? ja nie, a kusi...;)


Następnym razem skupię się na szyldach - nigdzie nie widziałam takich ciekawych, jak w Łodzi.

poniedziałek, 9 maja 2016

w Łodzi byłam i wróciłam:)


 Łódź jest fascynująca, każdy kto był, to wie i powie;
 dla jednego piękna, dla innego brzydka, ale inna, jedyna, niepowtarzalna, wciągająca - miasto, do którego się wraca...
Byłam teraz ledwie dwa dni, ale zaliczyłam wreszcie Białą Fabrykę, zaglądnęłam do kilku knajpek i księgarń, zahaczyłam (oczywiście) o Księży Młyn i Manufakturę, udało mi się namierzyć kilka murali (niestety, nie wszystkie obfotografowałam), krótko mówiąc -  poszwendałam się po szeroko pojętym centrum i to i owo (nowego) zobaczyłam.
Gdybym miała w dwóch słowach ująć wrażenia, to powiedziałabym - miasto dizajnu.

Kilka murali na początek:)

 
 

 cdn.

środa, 27 kwietnia 2016

dynamicznie, czyli wypad do Sulisławia


Takie niebo widziałam wczoraj, na tej samej, co tydzień temu, trasie, czyli między Wrocławiem a Nysą; wiało, przewalało chmury z jednej strony nieba na drugą, wreszcie zakotłowało się...


szczęśliwie, padać zaczęło już kiedy znalazłam się w gościnnych progach pałacu w Sulisławiu...


 Pałac, zwany też zamkiem, jest obecnie ośrodkiem ajurwedy i jogi;
jest hotel i spa, jest też wyśmienita kuchnia i, co warto podkreślić, fantastyczna, życzliwa atmosfera. Zdjęć zrobiłam zaledwie kilka, więc nie pokażę wam fasady pałacu od strony drogi, najciekawszej chyba, ani też wnętrza, w którym stoi stół, przy którym balowali... Stonesi!, ani szkicu Jana Matejki, wiszącego sobie w korytarzu, ani zbioru porcelany z Tułowic.... 
No, chyba że kiedy indziej, bo mam nadzieję wstąpić tam jeszcze nie raz:)


Kuchni pałacowej pilnuje kot;
niejedyne to zwierzę, tuż obok pałacu pasie się gromadka danieli...

 
 

Spać można i w pałacu,
 i w dawnych budynkach folwarcznych.

  
Pałac historię ma wartą uwagi,
 splotły się w niej losy polskie i niemieckie, ludzi utytułowanych i nie, biednych i bogatych.
Polecam - bardzo, bardzo! - stronę zamku i filmik Łowców Przygód, na którym można zobaczyć zamek z lotu ptaka, porównać stan obecny z tym sprzed remontu, przejść się po pałacu, wreszcie posłuchać, co łączy Sulisław z nieodległymi Kopicami, które nie miały tyle szczęścia i mimo że w rękach prywatnego inwestora, niszczeją nieubłaganie od lat...


(to zdjęcie zrobiłam równo 6 lat temu, strach pomyśleć, jak to teraz wygląda...)

środa, 20 kwietnia 2016

dziura w niebie, czyli podobno jest wiosna

 

No tak, podobno wiosna, podobno widoczna, nawet odczuwalna, a ja wciąż w dziurze, wróć, w kondycji zimowej... Póki co, czytam, ostatnio Romę Ligocką, której pierwszą książkę miałam w rękach lata temu, a teraz do niej wróciłam i, za ciosem, przeczytałam to, co dostępne w wersji e. Co mam powiedzieć - Ligocka pisze cały czas jedną książkę, czyli swój życiorys, w różnych wariantach, ale za każdym razie czyta się to jak rzecz nową, choć znajomą. Lubię Ligocką i jako autorkę, i jako kobietę, i, wreszcie, jako krakowiankę:) Polecam, zwłaszcza paniom, ale nie tylko, warto!



Co poza tym?
Poza tym słucham, teraz "Dzienniki" Dąbrowskiej, w tzw. międzyczasie Prusa ("Lalka" czytana przez Jerzego Kamasa, to naprawdę przyjemność), nadrabiam zaległości filmowe, a w przerwach... czytam - rzeczy poważne bardziej (ostatnio Kopińskiej "Polska odwraca oczy") i mniej (kryminały, najchętniej), i tak jakoś leci...  Od polityki usiłuję się zdystansować, choć to dość trudne, więc z powodzeniem różnym:(
Wczoraj udało mi się wyskoczyć za miasto, co prawda tylko w roli kierowcy, ale;
 jedno zdjęcie strzeliłam - wiało, chwilami padało, a jak już wysiadłam, to widok zrobił się zwykły, zwyczajny, dziurę przesłoniło, magię przewiało...

Pozdrawiam, trzymajcie się:)

piątek, 25 marca 2016

do wiosny daleko, czyli w marcu w ZOO


Do ZOO mnie wnuczek wyciągnął wczoraj;
 poszwendaliśmy się ze trzy godziny, nie wstępując  jednakowoż do afrykarium - nie, bo nie - kilka zdjęć zrobiliśmy - było też selfie z fokami, obowiązkowo - a potem do domu na pizzę wróciliśmy i padliśmy oboje;) 


W ZOO jak to w ZOO, zwierzęta i ludzie;
 i jednych, i drugich niewiele, bo wiadomo, marzec i do tego święta za pasem, to ludziom pieczenie i gotowanie w głowach, nie zwiedzanie, a zwierzęta pochowane gdzieś, na wybiegach tylko niektóre, bo zimno; kangury skakały dla rozgrzewki, ale surykatki trzeba było dogrzać...;)


Trafiliśmy za to na porę obiadową;
 słonia udało się podglądnąć,

 

 pingwinków już nie, bo obiektyw wzięłam nie ten,
 za to kózki sami dokarmiliśmy:)


Podobno żyrafy były akurat wczoraj myte i kąpane, ale nie widzieliśmy;
summa summarum - fajnie nam było, mimo że szaro, buro i zimno...
 Zdecydowanie jednak wolę ZOO jesienią.


....

Ja się powoli budzę do życia,
a Wam wszystkim Wesołych i pogodnych Świąt życzę:)

wtorek, 8 marca 2016

powroty, czyli tęskniąc za Simenonem*


Powinnam była napisać wcześniej, ale nie wiedziałam, że to tak długo potrwa;
niemoc mnie dopadła, najpierw banalnie wirusowa, potem bakteryjna, teraz psychiczna równie banalna; usiłuję ją przeczekać, może z wiosną minie...?
 Ratuję się, uciekając w lekturę, i wiecie co?
 Mam wrażenie, że współcześni autorzy tworzą, nie odrobiwszy wcześniej lekcji pod tytułem - uczę się pisać, czytając mistrzów.
Pozdrawiam, dziękuję i do zobaczenia.

Wrócę, na pewno!
;)
* (kto czytał, ten rozumie, kto nie - odsyłam do info:))