piątek, 17 lutego 2017

Wojanów, Łomnica, Karpniki, czyli krótki wypad za miasto


Krótki wypad za miasto polega na tym, że człowieka nosi od kilku dni, chciałby gdzieś wyskoczyć, zobaczyć coś ładnego, też trochę śniegu, wreszcie podejmuje męską decyzję, wsiada w samochód, jedzie 120 km (autostradami i drogami krajowymi i nie) do zaplanowanego celu, wysiada, robi zdjęcia, ślizgając się miejscami po lodzie ukrytym pod warstwą śniegu, wraca 120 km do domu i jest, nie wiadomo dlaczego nie zmęczony, a szczęśliwy; 

wczoraj, na Dolnym Śląsku - w Wojanowie, Łomnicy i Karpnikach.



Opowiem:)


środa, 15 lutego 2017

smętne resztki, czyli pałac Potockich w Krzeszowicach


Było tak;
 w 1819 roku zamówił Artur Potocki, ówczesny właściciel dóbr, u panów  Perciera i Fontaine’a, budowniczych nowej części Luwru, plan pałacu; niestety, koszt realizacji okazał się zbyt wysoki, więc złożył zamówienie ponownie, tym razem u niemieckiego architekta Karla Schinkla (mniemać należy, że tańszego), po czym zmarł był, nie doczekawszy realizacji:( Minęło kilka lat i budowę rozpoczął jego syn, Adam Potocki, ale już wg planów Lanciego, "w pewnym stopniu czerpiącego z założeń Schinkla".

Prace trwały lat kilka (1850-57) i ostatecznie na wzgórzu Solca
 stanął pałac w stylu renesansu włoskiego, w którego skład "wszedł dwupiętrowy budynek główny z czterema narożnymi wieżami oraz dodatkowe skrzydła zamykające dziedziniec. Od wschodu wzniesiono ośmioboczną oranżerię połączoną z pałacem galeryjką, a przed główną – południową – obszerny taras widokowy."

Wnętrza umeblowano cennymi meblami, m.in. gdańskimi, udekorowano nie mniej cennymi stiukami, tudzież rzeźbami i obrazami, pamiątkami historycznymi, których musiało być sporo, bo pałac był niemały, liczył, bagatela, 228 pomieszczeń, w tym ok. 100 mieszkalnych. 

Potoccy mieszkali tu do II wojny światowej, dokładnie do 1940 roku, kiedy to pałac stał się letnią rezydencją generalnego gubernatora Hansa Franka; wrócili - no właśnie, po latach starań (od 2001 r.) teoretycznie w grudniu 2016, praktycznie nie wiadomo kiedy, bo, jak czytam 
"Do końca kwietnia ma obowiązywać umowa użyczenia, na podstawie której część wydziałów nadal może pozostawać w budynku Starego Pałacu przy Ogrodowej. Od maja niektóre wydziały zostaną przeniesione na piętro budynku przy Placu Kulczyckiego, w którym mieści się m.in. biblioteka."

Dodam, gwoli ścisłości, że po wojnie mieścił się tu m.in. dom opieki dla dzieci i młodzieży, w którym wychowywali się m.in. Sława Przybylska, Stefan Bratkowski.

Zobaczmy co odzyskali Potoccy.


Zacznijmy od parku;
założony został przez Adama Potockiego w 1849 r.
"zaplanowany tak, by z okna pałacu można było widać zamek Tenczyn. Zajmuje teren 12,43 ha. Stanowi bogate arboretum, rośnie w nim ponad 1500 drzew różnych gatunków pochodzenia krajowego i egzotycznego, w tym kilkadziesiąt szpilkowych. Główny akcent parkowi nadają dwie wydłużone polany widokowe, opadające łagodnie ze stoków wzgórza. Na jego terenie znajduje się 25 pomników przyrody z datą powołania 9 listopada 1967" i "mimo, iż jest zaniedbany od II wojny światowej, wciąż stanowi atrakcję Krzeszowic."

Podobno właściciele obiecują, że Park Potockich nadal pozostanie dostępny dla mieszkańców miasta.

 
 

Z bliska widać to, co z daleka można przeczuwać - że jest źle, a nawet gorzej:(
wnętrza, czy raczej to co z nich zostało, można zobaczyć na kilkuminutowym filmie z 1999 roku, tu link.

 
Stary pałac (na zdjęciu powyżej),
 stojący przy wejściu do parku, jest na razie siedzibą burmistrza i USC; 
 Pałac Vauxhall (zdjęcie poniżej), w którym mieści się galeria i ośrodek sportu, miasto zatrzymało.


........

Zrobiłam jeszcze kilka zdjęć, zanim zapadł zmierzch; 
Krzeszowice warte są ponownej wizyty, w końcu to niegdysiejsze uzdrowisko, czego ślady można znaleźć nad Krzeszówką...



Innymi słowy - następne miejsce, do którego trzeba/warto wrócić
;)

czwartek, 9 lutego 2017

Gladiator albo w Krzeszowicach w grudniu, po południu



Krzeszowicki gladiator, jeszcze zanim stanął na rynku w 2012 roku, już wzbudzał kontrowersje; władze miasta zamawiając kopię rzeźby, niegdyś stojącej w parku otaczającym nieodległy pałac Potockich, uzasadniały to w ten sposób, cytuję:

"Gladiator to dzieło jak najbardziej identyfikujące się z miastem.
 Niezależnie od jego wymowy, którą nadał mu autor realizując je w 1880 r. rzeźba była nie tylko akceptowana przez mieszkańców, ale była ulubionym miejscem fotografowania się rodzin, turystów i młodych małżeństw."

 

Mieszkańcy ironizują, że to identyfikowanie się polegać ma chyba na zakładaniu 
podczas meczów Świtu klubowego szalika, na Boże Narodzenie czapki św. Mikołaja, a na Wielkanoc trzymania w dłoni koszyczka ze święconką; no i co z abonamentem postojowym?


Jak widać jednak władze miasta przeforsowały swoją koncepcję, gladiator stoi i nawiązuje i należy się cieszyć, że do historii miasta, a nie upamiętnia bohaterów żyjących lub niedawno 'poległych', a z miastem niezwiązanych...

Ktoś myśli inaczej? Czekam na argumenty:)

...

Ciąg dalszy, czyli kilka zdjęć Krzeszowic i pałacu Potockich niebawem, zapraszam.