czwartek, 1 grudnia 2016

przy okazji, czyli w Ogrodach Kapias



Na Ogrody Kapias 'natknęłam' się najpierw w telewizorze, w programie Mai Popielarskiej, a potem w necie, m.in. na blogu Aveliny i to nie raz; mam z tym o tyle kłopot, że zobaczyć chciałam, choć nie przepadam, więc jechać specjalnie to niekoniecznie, ale przy okazji? Oczywiście:)
Okazja, jak wiadomo, się pojawiła, zatem - Ogrody są, uprzejmie proszę, w odsłonie  skąpo zimowej, że tak powiem i też skąpo urodziwej, bo zdjęć niewiele i mało reprezentatywne; miłośnicy tematu skorzystają z podpowiedzi, czyli linków, a pozostali zadowolą się tym, co tu i teraz.
Czym są, w kilku słowach, Ogrody?
Centrum ogrodniczym, inspiracją dla posiadaczy ogrodów mniejszych i większych, miejscem, w którym można pospacerować, posiedzieć, pobawić się i zjeść, słowem - spędzić czas, przyjemnie i z pożytkiem, jeśli, oczywiście, ktoś lubi.
Zainteresowanych bardziej miejscem i tematem odsyłam też do źródła, czyli strony ogrodów
i do filmu TVN-u.

 

Dzień wcześniej, kiedy jeszcze czuć tu było jesień,
 zrobiłam kilka zdjęć telefonem;


... i to by było na tyle;)


a tu aneks
:)

niedziela, 27 listopada 2016

ni to jesień, ni to zima, czyli spacerkiem po Goczałkowicach


Od czego by tu...?
 Może od Pszczyny, wróć, przyczyny - szukałam noclegu w Pszczynie, nie udało się, znalazłam w pobliskich Goczałkowicach; przyznaję, nie pamiętałam, że to Zdrój, nigdy tu (chyba) nie byłam nawet przejazdem.
 Weekend z 11 listopada nie był najciekawszym wyborem, jak się okazało, pogoda dopisała średnio, ale nie narzekam - zobaczyłam miejsce, do którego chętnie wrócę 'inną razą', bo przecież, wiadomo, nie zrobiłam takich zdjęć, jakie bym zrobić chciała, nie zobaczyłam wszystkiego, co zobaczyć planowałam, za to trafiłam na świetny nocleg, więc pretekstów ci nie zabraknie;)

Zacznijmy od tego, że nie miałam żadnych oczekiwań, więc i rozczarowań nie było,
przeciwnie - spodobało mi się, mimo że miejsce w porównaniu z uzdrowiskami dolnośląskimi wypada słabo, to ma przecież swój charakter i urok.


Zabudowa niska, jedno bloczysko co prawda, ale nie czepiajmy się szczegółów - jest trochę stylowej zabudowy, ładny park, niedaleko zapora i Ogrody Kapias, jest gdzie spacerować.
Poza tym - ludzie przyjeżdżają tu na zabiegi, mają co robić na pewno.

 
 
 

 Kilka lokalnych smaczków też się znajdzie:)


Zjeść można w "Kogucie i kurce" (drożej i wyszukanie)


 albo vis a vis (równie smacznie i taniej),


a kalorie spalić spacerując alejką wzdłuż...

... którą to alejką można, prawdopodobnie, dojść do Zapory,  ale było za mało czasu a za dużo błota, żeby to testować;  zostawiamy to na bliżej nieokreślone kiedy indziej, a na razie wchodzimy na zaporę od czoła, czyli korony.


 Pszczyńska zapora łączy cztery największe tutejsze wały - Goczałkowicki, wał w Zabrzegu, Łące i Porębie -  3 kilometry trasy, raj dla spacerowiczów, rowerzystów i rolkarzy, jeśli ktoś, oczywiście, lubi po betonie...
Po encyklopedyczne wiadomości odsyłam zainteresowanych szczegółami tu,
od siebie dodam, że 'ogrom przestrzeni' robi wrażenie, a widziałam fragmencik zaledwie.


Atrakcją innego rodzaju, przyciągającą tu nie tylko turystów i kuracjuszy, są wspomniane Ogrody, ale o nich będzie krótko i w następnym poście.
Póki co - pozdrawiam ze stolicy smogu, czyli Krakowa:(
:)

piątek, 18 listopada 2016

w parku albo późną jesienią w Pszczynie


Ktoś nie zna? Nie widział, nie słyszał?
 To błąd, który trzeba naprawić;)
Piękny zamek, urokliwy park, ładny ryneczek, unikalne Muzeum Prasy, wreszcie - najlepszy na świecie chleb z tutejszej piekarni!
Nie pytajcie o szczegóły - teraz byłam tu chwilę, późnym, szarym popołudniem, na dodatek w dzień świąteczny, więc wszystko, poza knajpkami, pozamykane, ale kilka lat temu zwiedziłam zamkowe muzeum i powiem wam - warto, to mało powiedzieć, właśnie - trzeba.
I ten chleb pszczyński, przy okazji, kupić, zjeść, przypomnieć sobie smaki dzieciństwa, kiedy jeszcze wszystko było normalne, naturalne...;)


 Tym, którzy nie wiedza/pamiętają, podpowiem tylko, że był to kiedyś zamek obronny, co husytom się oparł, że władali tymi ziemiami książęta pszczyńscy, potem Promnitzowie, którzy przebudowali gotycką budowlę na renesansową, a potem znów w pałac barokowy. Od połowy XVIII wieku, kiedy dobra przeszły w ręce rodziny Anhalt-Köthen-Pless i Hochberg, wciąż coś przebudowywano i dobudowywano, m.in. wg planów znanych architektów Langhansa i Destailleura. Do dziś zachowało się, co warto podkreślić, 80% oryginalnego wyposażenia wnętrz z przełomu XIX i XX wieków.

 
 

Najbardziej zapewne znaną osobą, która kiedyś spacerowała po alejkach pszczyńskiego parku, była księżniczka Daisy, księżna Hochberg von Pless, też właścicielka zamku Książ (który zresztą wolała*); 
tu należałoby zapytać - kto pamięta film "Magnat"...;)


Na pszczyńskim rynku króluje dziś przyszłe lodowisko
zostawiam to bez komentarza, poza jednym - szkoda...

 

Kilka luźnych obrazków, które 'zauważa' obiektyw


i Muzeum Prasy Śląskiej, zamknięte, więc zostaje na tak zwane zaś, bo przecież wiadomo, że jakiś pretekst, by wrócić, musi być;)
 Wnętrza widziałam kilka temu, jak wspomniałam, ale zdjęć nie mam, więc i drugi powód się znajdzie, że nie wspomnę o skansenie.


Tyle na teraz;
 następnym razem zapraszam do Goczałkowic, też niestety smutnych, bo ni to jesiennych, ni to zimowych.
Cóż, taka pora roku...


* p.Stanisława Michalika serdecznie pozdrawiam:)