wtorek, 11 kwietnia 2017

pozdrowienia z Krakowa

Kraków na przełomie marca i kwietnia?
 Nie jest to taki zły pomysł, pod warunkiem że pogoda i towarzystwo dopiszą, ja nie narzekam:) Między jednym a drugim deszczowym dniem udało mi/nam się wyskoczyć za miasto, 


w okolice bliższe i dalsze, bardziej miejskie i mniej.

 

W samym Krakowie też znalazłam miejsca, z których na miasto popatrzeć można z góry
i nie jest to Kopiec Kościuszki...

(cóż że nie jest to widok jak z bajki...)


Spacery po parkach przyniosły wrażenia różne, bo obok przyjemnych pewne rozczarowanie, że w Parku Krakowskim nie ma łabędzi i nie będzie, bo park idzie do remontu, co skądinąd jest wiadomością oczywiście dobrą, ale niedosyt pewien pozostał.


Wybrałam się też do dawno nie widzianej Nowej Huty, ale tylko na chwilę, z postanowieniem, że w czerwcu trzeba tu przyjechać na dłuższy spacer - obiecują w centrum kobierce kwiatów...


Odwiedziłam bliskich i bliższych zmarłych na ich cmentarzach, na których coraz bardziej kolorowo i (sztucznie)wiosennie,


wstąpiłam tu i ówdzie na obiad, na ogół (bardzo) smaczny (o czym opowiem przy okazji),


pozaglądałam ludziom w okna


 i to by było chyba na tyle.

Pozdrawiam ciepło

WIELKANOCNIE
:)

sobota, 25 marca 2017

w Piechowicach, czyli Pałac Pakoszów przy okazji


Zadziwiająco mało o nim informacji i gdyby nie wizyta na 
blogu Aleksandry, pewnie jeszcze długo nie wiedziałabym, że to takie urokliwe miejsce.
Czytam na wyborcza.pl:
"Ma prawie 300 lat. Stoi w Piechowicach koło Jeleniej Góry i Szklarskiej Poręby. Z jego okien rozciąga się wspaniały widokiem na Karkonosze i Zamek Chojnik. Popadał w ruinę, aż kupili go potomkowie dawnych właścicieli. Po latach remontu otworzyli tam hotel. Pałac właśnie otrzymał nagrodę Traveller's Choice Award 2015 dla najlepszego małego hotelu w Polsce."


"Pałac w Pakoszowie na rogatkach Jeleniej Góry to kolejny obiekt, który będzie udostępniony do zwiedzania w Dolinie Pałaców i Ogrodów. Zwieńczeniem trwającego kilka lat remontu jest odrestaurowanie sali balowej pałacu. Jego właściciele zdecydowali się odtworzyć barokowe malowidło na jej suficie.
Oryginalny obraz namalował jeden z uczniów Michaela Willmana, śląskiego mistrza baroku. Niestety, nie dotrwał do naszych czasów. Został zniszczony jeszcze przed rokiem 1945. Niemieckie małżeństwo Ingrid i Hagen Hartmann, które od 2004 roku jest właścicielem obiektu, odnalazło w rodzinnym archiwum dokumentację zdjęciową oryginalnego dzieła - fotografie pochodzą z 1930 roku. Hartmannowie odziedziczyli je po swoich przodkach, którzy opuścili pałac pod koniec II wojny światowej. Na podstawie zachowanych zdjęć odtworzono obraz na płótnie, które następnie przyklejono do sufitu. Rekonstrukcję przeprowadził jeden z najlepszych artystów zajmujących się malarstwem barokowym w Niemczech - Christopher Wetzel z Drezna. Artysta ten jest znany m.in. z rekonstrukcji barokowych malowideł kopuły kościoła Marii Panny w Dreźnie."

Rozczaruję was?
nie wejdziemy do środka, obejdziemy sobie pałac dookoła, rzucimy okiem na widoczny w oddali Chojnik, a tym którzy chcieliby zobaczyć wnętrza, polecam zdjęcia i  filmik Michała Rażniewskiego (uwaga, uwaga - prawnuka Heleny Mniszkównej), na których wszystko pięknie widać.


My spieszymy się do Szklarskiej Poręby:)
....

niedziela, 19 marca 2017

z Muhrau do Morawy, czyli szczęśliwe życie łatwe nie jest*


 "W grudniu 1944 roku na dziedziniec pałacowy wjeżdża duża ciężarówka wojskowa. Żołnierze ku przerażeniu gospodarzy zaczynają wyciągać jakieś paki, choć w pałacu nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Wszędzie rozłożyli się uciekinierzy ze Śląska zajmowanego już przez armię radziecką. Trochę miejsca jest jeszcze tylko w salonie.
Herta von Wietersheim-Kramsta budzi w nocy dzieci, każe ubrać szlafroki i zejść do salonu, bo "czegoś równie pięknego być może nigdy już nie zobaczymy". W salonie stoją obrazy. Podnosi płachty, oświetla płótna latarką i mówi z nabożeństwem, że to Rubens, a to Van Dyck.
- Nic mnie to nie obchodziło. Trzęsłam się z zimna, oczy mi się kleiły, ale matce nie ośmieliłam się sprzeciwić. Ożywiłam się nieco, gdy powiedziała: "A to » Dama z łasiczką «Leonarda da Vinci." 
Łasiczka! Łasiczki znaliśmy z polowań na lisy, leśniczy wpuszczał je do lisich nor.
Günther Grundmann, konserwator zabytków Śląska, więcej uwagi poświęcił jednak "Damie...". Zjawił się w Morawie 29 stycznia 1945 roku. Kiedy zorientował się, jakie dzieła sztuki trafiły do zamku - m.in. arrasy z Wawelu, obrazy Canaletta z Warszawy, tablice ołtarzowe z kościoła Mariackiego w - pakował je całą noc i przewiózł do biblioteki hrabiego von Schaffgotscha w Cieplicach. Stamtąd trafiły na Zachód."

Powyższy cytat jest fragmentem rozmowy z p. Melittą Sallai, córką niegdysiejszych właścicieli pałacu w Morawie, wtedy Muhrau. To jedno z jej ostatnich, dziecięcych wspomnień - w styczniu 1945 r. opuściła wraz z rodziną pałac, by.... wrócić do niego po niespełna pięćdziesięciu  latach jako inicjatorka fundacji polsko-niemieckiej, lokatorka i honorowa obywatelka pobliskiego Strzegomia.



Po wojnie pałac stał się siedzibą pegeeru, potem szkoły, wreszcie, cytuję za morawa.org:

"W 1991 r. potomkowie byłych właścicieli, nawiązując do dobroczynnej tradycji Marii von Kramsta i pragnąc wnieść wkład w dzieło pojednania polsko-niemieckiego, wystąpili z inicjatywą ufundowania w Morawie charytatywnego przedszkola. Zawiązali w tym celu Stowarzyszenie Przedszkolne św. Jadwigi z siedzibą w Baden-Baden i w krótkim czasie pozyskali liczne grono prywatnych darczyńców. Po przeprowadzeniu niezbędnych prac remontowych przedszkole zostało otwarte w maju 1993 r.
Ponieważ Skarb Państwa nie zgodził się na wydzierżawienie przedszkolu tylko części budynku (jako zabytkowy zespół parkowo-pałacowy stanowi on niepodzielną całość), zrodził się pomysł przeznaczenia mieszkalnej części pałacu na ośrodek edukacyjny i dom spotkań polsko-niemieckich, który rozpoczął działalność we wrześniu 1994 r. Jesienią 1995 r. została zarejestrowana Fundacja św. Jadwigi, której statut objął obie instytucje: przedszkole i dom spotkań. Imię znanej z dobroczynności św. Jadwigi, przybyłej na Śląsk z Andechs w Bawarii, żony księcia Henryka Brodatego i matki Henryka Pobożnego, przypomina jeden z wielu wątków wspólnej, pozytywnej historii sąsiedztwa Polaków i Niemców."
Podobno jest tu też hotel.


 Byliśmy tu kilkanaście dni temu, było szaro i buro, ani to zima, ani wiosna, żywego ducha, jeśli nie liczyć samochodu parkującego przed pałacem, czy trzech osobników wędkujących nad brzegiem stawu. Pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy ślady przeszłości, postanowiliśmy wrócić może jesienią, może będzie pięknie i kolorowo;
a dziś - w sepii...


*
tytuł nawiązuje do wspomnianego wcześniej wywiadu z p.Sallai, warto przeczytać.