piątek, 18 listopada 2016

w parku albo późną jesienią w Pszczynie


Ktoś nie zna? Nie widział, nie słyszał?
 To błąd, który trzeba naprawić;)
Piękny zamek, urokliwy park, ładny ryneczek, unikalne Muzeum Prasy, wreszcie - najlepszy na świecie chleb z tutejszej piekarni!
Nie pytajcie o szczegóły - teraz byłam tu chwilę, późnym, szarym popołudniem, na dodatek w dzień świąteczny, więc wszystko, poza knajpkami, pozamykane, ale kilka lat temu zwiedziłam zamkowe muzeum i powiem wam - warto, to mało powiedzieć, właśnie - trzeba.
I ten chleb pszczyński, przy okazji, kupić, zjeść, przypomnieć sobie smaki dzieciństwa, kiedy jeszcze wszystko było normalne, naturalne...;)


 Tym, którzy nie wiedza/pamiętają, podpowiem tylko, że był to kiedyś zamek obronny, co husytom się oparł, że władali tymi ziemiami książęta pszczyńscy, potem Promnitzowie, którzy przebudowali gotycką budowlę na renesansową, a potem znów w pałac barokowy. Od połowy XVIII wieku, kiedy dobra przeszły w ręce rodziny Anhalt-Köthen-Pless i Hochberg, wciąż coś przebudowywano i dobudowywano, m.in. wg planów znanych architektów Langhansa i Destailleura. Do dziś zachowało się, co warto podkreślić, 80% oryginalnego wyposażenia wnętrz z przełomu XIX i XX wieków.

 
 

Najbardziej zapewne znaną osobą, która kiedyś spacerowała po alejkach pszczyńskiego parku, była księżniczka Daisy, księżna Hochberg von Pless, też właścicielka zamku Książ (który zresztą wolała*); 
tu należałoby zapytać - kto pamięta film "Magnat"...;)


Na pszczyńskim rynku króluje dziś przyszłe lodowisko
zostawiam to bez komentarza, poza jednym - szkoda...

 

Kilka luźnych obrazków, które 'zauważa' obiektyw


i Muzeum Prasy Śląskiej, zamknięte, więc zostaje na tak zwane zaś, bo przecież wiadomo, że jakiś pretekst, by wrócić, musi być;)
 Wnętrza widziałam kilka temu, jak wspomniałam, ale zdjęć nie mam, więc i drugi powód się znajdzie, że nie wspomnę o skansenie.


Tyle na teraz;
 następnym razem zapraszam do Goczałkowic, też niestety smutnych, bo ni to jesiennych, ni to zimowych.
Cóż, taka pora roku...


* p.Stanisława Michalika serdecznie pozdrawiam:)

piątek, 4 listopada 2016

szukając jesieni


Wyrwałam się dziś za miasto, szukać jesieni;
no, niby jest, ale jakaś taka smutnawa. W górach podobno kolorów moc, co rusz ktoś donosi, a w dolinach słabo - może źle szukam, a może nie tam, gdzie trzeba?


Makowice to niewielka wieś w okolicy Świdnicy, tuż obok bardziej znanej Krzyżowej; jej główną atrakcją jest pałac z końca XIX wieku, niegdyś własność rodu von Websky; jak pisze M.Gaworski, "najbardziej znanym mieszkańcem pałacu był Wolfgang von Websky (1895-1992), światowej sławy malarz impresjonista".
 Dziś jest tu hotel z 'kompleksem parkowo-stawowym' i mini zoo, z nieco zaniedbanym malowniczym kościółkiem za płotem i niezbyt urokliwym co prawda sąsiedztwem, za to całkiem niezłą kuchnią:)
Kilka zdjęć, proszę;

....

Moja nieobecność na blogu nie była zamierzona - ot, splot okoliczności, trochę nieprzewidzianych kłopotów, które oby już za mną!
Zapraszam serdecznie:)

czwartek, 11 sierpnia 2016

spod samiuśkich Tater pozdrawiam


... w telegraficznym skrócie;)
Byłam nad morzem, wróciłam, przyjechałam do Krakowa, wyskoczyłam na Orawę, jutro jadę do Łodzi; dziękuję za komentarze, pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i pamiętających o mnie; 
odezwę się po powrocie, pokażę, gdzie byłam i co robiłam;
jakby co - zapraszam na fb
;)


wtorek, 5 lipca 2016

środa, 15 czerwca 2016

Medycyna jest sztuką, sztuka bywa medycyną

 

... albo w medycynie
i tak właśnie brzmi tytuł najnowszej wystawy w MOCAKU;
wystawy nie dla każdego, od razu dodam, bo trzeba mieć chwilami mocne nerwy (lub ich brak) albo dużą wyobraźnię (albo jej brak), żeby oglądać to, co pokazują nam artyści.


 
Nie podejmuję się opisu, tym bardziej oceny,
 wszak jestem tylko zwykłym przechodniem, powiem krótko - wrażenia miałam mieszane, ba, z lekka wstrząśnięte, po oswojeniu się jednakowoż z tematem (i jego realizacją), oglądałam sobie wystawę spokojnie, a nawet, chwilami, ze zrozumieniem...
;)


Tak mówi kuratorka wystawy, p.Delfina Jałowik:

"Wystawa skupia się na procesach zachodzących w obrębie ciała, ingerencjach, których w nim dokonujemy. Wynikają one z dwóch powodów – albo chcemy się upiększać, albo próbujemy przedłużyć sobie życie. Kiedy jesteśmy chorzy, interweniujemy, żeby naprawiać ciało. To doprowadza nas do stwierdzenia, że medycyna jest od wieków bardzo istotnym elementem kultury, nie funkcjonujemy bez niej, jesteśmy od niej zależni. Jej rozwój gwarantuje spokojniejsze życie."
I dalej:
"Naszym celem było ujęcie jak najszerszego spektrum zjawisk w obrębie tematu medycyny. Staraliśmy się odnieść do każdego aspektu, który według nas był ważny. Za każdym razem, kiedy dobieramy temat, chcemy się, żeby był on bogaty pod względem treści, symboliki, po którą sięgają artyści. Robimy tak, żeby publiczność mogła z jednej strony przyjrzeć się wieloaspektowości sztuki, a z drugiej – przeanalizować dany problem."


Coś się komuś kojarzy...?


Ta rzeźba wykonana ze skorodowanego żelaza jest naturalnej wielkości odtworzeniem systemu trawiennego człowieka, ta druga pokazuje układ nerwowy człowieka, też w 'całej okazałości'.


Jakby co.
służę oficjalną interpretacją pozostałych prac... :)


Przyznaję, że nie wszystko tym razem widziałam,
 ale jeszcze tu wrócę, 
przecież!
 ... lubię to miejsce:)

 cdn;

sobota, 11 czerwca 2016

jak Pavlova, to w Sierakowie...


Przyznam, że jeszcze kilka dni temu  Pavlovą znałam tylko z literatury, więc nie wiem, czy rzeczywiście tę, czy raczej ten, w Dworze Sieraków podają najlepszy, w każdym razie - mnie smakował :)  Zresztą, i o istnieniu Dworu dowiedziałam się całkiem niedawno, a że okazało się, że leży rzut beretem od Krakowa, to zrodził się pomysł, by zamiast do Lanckorony (jak tradycja każe), do Sierakowa zaglądnąć na kawę...  i w drodze do Dobczyc, o których następnym razem;)
Tortu Państwu nie pokażę, bo zniknął szybciej niż się pojawił, podobnie jak kawa - smakosze sami niech sprawdzają, czy warto - jedynie kilka zdjęć samego dworku, z sugestią, że to miejsce z klimatem i na portfel 'adekwatny', czemu dziwić się nie należy, zważywszy że restauracja:
"została również wyróżniona przez przewodnik kulinarny Gauilt&Millau jako jedna z pięćdziesięciu najlepszych restauracji w 2014 roku w Polsce. Nasza piwnica może poszczycić się najbogatszą kolekcją win w Małopolsce."
;)




 Jesienią musi tu być pięknie...


Pozdrawiam, wciąż z Krakowa.
:)