niedziela, 19 marca 2017

z Muhrau do Morawy, czyli szczęśliwe życie łatwe nie jest*


 "W grudniu 1944 roku na dziedziniec pałacowy wjeżdża duża ciężarówka wojskowa. Żołnierze ku przerażeniu gospodarzy zaczynają wyciągać jakieś paki, choć w pałacu nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Wszędzie rozłożyli się uciekinierzy ze Śląska zajmowanego już przez armię radziecką. Trochę miejsca jest jeszcze tylko w salonie.
Herta von Wietersheim-Kramsta budzi w nocy dzieci, każe ubrać szlafroki i zejść do salonu, bo "czegoś równie pięknego być może nigdy już nie zobaczymy". W salonie stoją obrazy. Podnosi płachty, oświetla płótna latarką i mówi z nabożeństwem, że to Rubens, a to Van Dyck.
- Nic mnie to nie obchodziło. Trzęsłam się z zimna, oczy mi się kleiły, ale matce nie ośmieliłam się sprzeciwić. Ożywiłam się nieco, gdy powiedziała: "A to » Dama z łasiczką «Leonarda da Vinci." 
Łasiczka! Łasiczki znaliśmy z polowań na lisy, leśniczy wpuszczał je do lisich nor.
Günther Grundmann, konserwator zabytków Śląska, więcej uwagi poświęcił jednak "Damie...". Zjawił się w Morawie 29 stycznia 1945 roku. Kiedy zorientował się, jakie dzieła sztuki trafiły do zamku - m.in. arrasy z Wawelu, obrazy Canaletta z Warszawy, tablice ołtarzowe z kościoła Mariackiego w - pakował je całą noc i przewiózł do biblioteki hrabiego von Schaffgotscha w Cieplicach. Stamtąd trafiły na Zachód."

Powyższy cytat jest fragmentem rozmowy z p. Melittą Sallai, córką niegdysiejszych właścicieli pałacu w Morawie, wtedy Muhrau. To jedno z jej ostatnich, dziecięcych wspomnień - w styczniu 1945 r. opuściła wraz z rodziną pałac, by.... wrócić do niego po niespełna pięćdziesięciu  latach jako inicjatorka fundacji polsko-niemieckiej, lokatorka i honorowa obywatelka pobliskiego Strzegomia.



Po wojnie pałac stał się siedzibą pegeeru, potem szkoły, wreszcie, cytuję za morawa.org:

"W 1991 r. potomkowie byłych właścicieli, nawiązując do dobroczynnej tradycji Marii von Kramsta i pragnąc wnieść wkład w dzieło pojednania polsko-niemieckiego, wystąpili z inicjatywą ufundowania w Morawie charytatywnego przedszkola. Zawiązali w tym celu Stowarzyszenie Przedszkolne św. Jadwigi z siedzibą w Baden-Baden i w krótkim czasie pozyskali liczne grono prywatnych darczyńców. Po przeprowadzeniu niezbędnych prac remontowych przedszkole zostało otwarte w maju 1993 r.
Ponieważ Skarb Państwa nie zgodził się na wydzierżawienie przedszkolu tylko części budynku (jako zabytkowy zespół parkowo-pałacowy stanowi on niepodzielną całość), zrodził się pomysł przeznaczenia mieszkalnej części pałacu na ośrodek edukacyjny i dom spotkań polsko-niemieckich, który rozpoczął działalność we wrześniu 1994 r. Jesienią 1995 r. została zarejestrowana Fundacja św. Jadwigi, której statut objął obie instytucje: przedszkole i dom spotkań. Imię znanej z dobroczynności św. Jadwigi, przybyłej na Śląsk z Andechs w Bawarii, żony księcia Henryka Brodatego i matki Henryka Pobożnego, przypomina jeden z wielu wątków wspólnej, pozytywnej historii sąsiedztwa Polaków i Niemców."
Podobno jest tu też hotel.


 Byliśmy tu kilkanaście dni temu, było szaro i buro, ani to zima, ani wiosna, żywego ducha, jeśli nie liczyć samochodu parkującego przed pałacem, czy trzech osobników wędkujących nad brzegiem stawu. Pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy ślady przeszłości, postanowiliśmy wrócić może jesienią, może będzie pięknie i kolorowo;
a dziś - w sepii...


*
tytuł nawiązuje do wspomnianego wcześniej wywiadu z p.Sallai, warto przeczytać.

19 komentarzy:

  1. Trzeba przyznać arystokracji, że potrafiła godnie żyć. Bardzo ciekawy wywiad, a tytuł sam w sobie jest majstersztykiem.
    Gdy patrzę na takie budynki i czytam, że były to siedziby pegerów, to ręce mi opadają. Dobrze, że PRL sie skończył.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam! I teraz czekam na ciąg dalszy tej opowieści, ale pokazany przez Ciebie! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam, może jesienią lub zimą, kiedy będzie ładniej; często tamtędy jeździmy, okazja na pewno będzie.

      Usuń
  3. Niesamowite!
    Dziękuję. Czekam na ciąg dalszy.
    Prawda, że będzie???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotograficzna na pewno, ale inną porą roku.

      Usuń
  4. WOW! Sepia jak zawsze przepiekna, a historia bardzo ciekawa. Niestety takze smutna. Ciezko mi sobie wyobrazic tego rodzaju traumatyczne przezycia w czasach powojennych.
    No i szkoda, ze problem pojednania polsko-niemieckiego nadal istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zwłaszcza dzisiaj, kiedy 'niektórym' nie w smak zgoda...

      Usuń
  5. Nastrój zadumy nad historią, jej nieprzewidywalnością...
    Każdy okruch kamienny o czymś opowiada... Zamyśliłam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tu jest nad czym się zadumać:)

      Usuń
  6. Piękne miejsce, inicjatywa być może także szczera. Jeszcze rok temu pewnie piał bym z zachwytu ale dziś mam przed oczami mordę Martina Schulza który z hitlerowską intonacją i gestami mówi jak to "trzeba przywrócić w Polsce porządek!!" Oni się jeszcze muszą długo uczyć czym jest przyjaźń i pojednanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego wątpisz w szczerość inicjatywy? Ludzie tęsknią do miejsc swojego dzieciństwa, ilu naszych, gdyby mogło, powołałoby takie fundacje na wschodzie.
      Nie dopatruj się wszędzie złych intencji czy intonacji, to zalatuje myśleniem spiskowym:)

      Usuń
    2. Cóż... myślenie spiskowe nazbyt często okazywało się myśleniem do bólu racjonalnym...

      Owszem, wielu Polaków gdyby mogło powołało by takie fundacje dla Ukrainy czy Białorusi... i myślisz że gdyby mogli to nie starali by się odzyskać Lwowa czy ... Berezy Kartuskiej?

      Popatrz na Warmię! Pompuje się tam ogromne pieniądze, ale one nie idą na rozwój przemysłu czy rzemiosła, za nimi nie pojawiają się miejsca pracy ale... pięknie odrestaurowany teren... w sam raz na powitanie byłych właścicieli...

      Usuń
    3. Między odzyskać Lwów a odzyskać dom jest duuuża różnica, przyznasz:)

      Niemcy, którzy przywracają życie starym domom/pałacom/dworom/zamkom, to niejednokrotnie potomkowie ich dawnych właścicieli - oni nie odzyskują, a odkupują te domy/pałace/zamki i ładują w nie pieniądze, własne albo z fundacji. Tylko mi nie mów, że przygotowują się na inwazję:(

      O Warmii nic nie wiem, ale wietrzę spisek...;)

      Usuń
  7. Przeczytane! Bardzo ciekawe, dziękuję :)
    A zdjęcia w sepii bardzo klimatyczne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Magiczne miejsce, a zdjęcia ociekają jakąś nieuchwytną nostalgią ;)

    OdpowiedzUsuń


Wszystkim dziękuję pięknie za komentarze, bez nich blog nie byłby tym, czym, mam nadzieję, jest - rozmową.
Staram się odpowiadać na bieżąco, czasem jednak nie mogę, ale zawsze - chcę;)


A, i czytam komentarze do starych postów:)