poniedziałek, 17 lipca 2017

w Chałupach byłam i wróciłam


I to by było na tyle,
 jak mawiał nieodżałowany Profesor JTS, bo komputer odmówił współpracy, domaga się dopieszczenia ręką fachowca, czyli 'wicie, rozumicie' - będę do was zaglądać, ale z pisaniem gorzej.:(
Pozdrawiam wakacyjnie:)


czwartek, 29 czerwca 2017

i tylko kremówek żal, czyli hotelu Cracovia historia zaskakująca



Dla mnie stał tu od zawsze i kiedy słyszałam, że chcą go wyburzyć, było mi żal - nie tylko kremówek, najlepszych w Krakowie i to bez dwóch zdań, nie tylko wspomnień, bo siadałam tu nie raz na tarasie kawiarni, bywałam również w środku (też w części hotelowej, kiedy przyjechała 'ciotka z Ameryki':)), ale zwyczajnie, nie rozumiałam, dlaczego i komu przeszkadza. Odetchnęłam, kiedy okazało się, że jednak nie, budynek został wybroniony, ba - kupiony, a potem szczęśliwie odkupiony przez Skarb Państwa i będzie, a nawet już funkcjonuje jako oddział Muzeum Narodowego - i to jest rzeczywiście i wreszcie przejaw dobrej zmiany;)

 

Powołam się na autorytet:
"Kontekst urbanistyczny ma fundamentalną wartość dla szczególnego znaczenia dawnego hotelu "Cracovia". Budynek jest położony na osi Stare Miasto – Kopiec Kościuszki, znajdującej się pod ochroną konserwatorską. To perspektywa o kluczowym znaczeniu dla symboliki miasta jako pomnika kultury narodowej. Ponadto działka, na której stoi dawny hotel "Cracovia", jest częścią placu pomiędzy tymże hotelem a Muzeum Narodowym w Krakowie. Plac powstał w wyniku poszerzenia granic Krakowa w 1910 roku i według ówczesnych planów miał stać się monumentalnym i reprezentacyjnym forum miejskim, połączonym z sąsiednimi Błoniami, z widokiem na kopiec Kościuszki. Pozyskanie dawnego hotelu "Cracovia" i działki, na której stoi, pozwoliłoby powrócić do tych planów i stworzyć w Krakowie nowe "forum kultury", flankowane przez gmachy Muzeum Narodowego w Krakowie, które to forum stałoby się nowym centrum życia kulturalnego Krakowa - powiedział Andrzej Szczerski - wicedyrektor ds. naukowych MNK."

Na razie i czasowo, tylko do 4 czerwca udostępniony został parter budynku, z niewielką ekspozycją, w przyszłości będzie tu galeria designu i architektury. Udało mi się wejść dosłownie w ostatniej chwili; kilka zdjęć zrobiłam.


 Tu, gdzie teraz rowery, kiedyś stały kawiarniane stoliki, przy których można było zajadać się lodami lub kremówkami, popijając je pierwszą w Krakowie pepsi, a to wszystko z widokiem na Błonia, al.Focha i  Trzech Wieszczów.


A tu stało się w kolejce po najlepsze na świecie kremówki; nie wierzcie, że te wadowickie były lepsze, nie umywały się! Wiem, co mówię:)


Wchodzimy - niestety, zobaczyć można tylko parter;


charakterystyczna mozaika, znak rozpoznawczy Cracovii, autorstwa  Krystyny Strachockiej-Zgud, która projektowała też wnętrza pobliskiego kina Kijów.


Kiedyś hall hotelowy, z którego wchodziło się nie tylko do cukierni czy fryzjera - działa nadal! - ale np. do pewexu; kto pamięta, ten rozumie;) Dzisiaj znalazła tu swoje miejsce czasowa wystawa "Cracovia - więcej niż hotel. Ceramika i ubiory";


Jerzego Antkowiaka przedstawiać chyba nie trzeba? 


 Pokaz Mody Polskiej, kto pamięta?


 Jest i ceramika,

 
 

jest i widok z okna, 
czyli Muzeum Narodowe, oddział główny;

 
  
Na ścianach projekty 'nowej' Cracovii, powstałe w trakcie warsztatów studenckich. 

 

 Kilka słów o W.Cęckiewiczu, jednym z najbardziej znanych krakowskich architektów, autorze Cracovii.
 

Przez szybę widzimy Kino Kijów;
wstąpimy do niego, ale nie na seans, a na kawę i lody,


 do filmowej kafejki.


Wstąpimy też do muzeum na wystawę sztuki XX wieku, zrobimy zdjęcie Damie, zaglądniemy do tężni R.Kuśmirowskiego, 
cdn;
;)


piątek, 23 czerwca 2017

Krzyk na Roosevelta albo siła sztuki


Znów wyskoczyłam do miasta bez aparatu, ale w końcu po to zainwestowałam w smartfon, żeby w tzw. razie czego mieć czym robić zdjęcia; no, jeszcze żeby móc płacić za pomocą aplikacji a nie drobnych, których zawsze brakuje kiedy są potrzebne, ale mniejsza o to;)

Zatem - poszłam do banku, trafiłam na... podwórko:)
Nie byle jakie, bo jedno z dwóch najbardziej chyba znanych we Wrocławiu, przy ul. Roosevelta, artystyczne. 

"Najpierw trzeba wejść w bramę od ulicy Roosevelta, w środkowej jej części, by stanąć przed nadzwyczajnym dziełem artystów i mieszkańców.
Od podwórka ścianę szeregu szarych kamienic pokrywa zjawiskowy mural. Jest tu fragment rajskiego ogrodu – z prehistorycznymi stworami i zwierzętami z tropików.  Poza nimi są postaci surrealistyczne, mityczne, bajkowe. Jest kącik zwierzęcy, oniryczny zaułek oraz fragment poświęcony zmarłym kibicom piłkarskiego Śląska oraz postaciom historycznym.
Ale najważniejszymi bohaterami są mieszkańcy domów okalających podwórko. Są uśmiechnięci, pogodni, zadowoleni ze swojej niecodziennej roli. Lokatorom towarzyszą ich pupile, pełnoprawni bohaterowie podwórkowego życia i jego malowanej barwnej wersji.
Pomysłodawcą jest malarz Mariusz Mikołajek wraz ze swoim artystycznym zespołem zaangażował prawie wszystkich mieszkańców XIX-wiecznych kamienic, by zmienili swoje brzydkie podwórko w niesamowite miejsce, do którego pielgrzymują wycieczki.
Nazwali je „niemuralem", bo to połączenie malarstwa, rzeźby i ceramiki. Dzieło ma 250 metrów i ponad 1200 metrów kwadratowych, w jego powstanie zaangażowani byli wszyscy mieszkańcy – od najmłodszych, przez młodzież, mniejszość romską, kibiców piłkarskiego Śląska, po seniorów."

 

Ale,
 ja weszłam nie na to, 'skończone' podwórko przy Roosevelta 5a, a na drugie, po parzystej stronie ulicy, wciąż w fazie realizacji, jak się zdaje; też, rzecz jasna, artystycznej:)

 

Wrócę tu, koniecznie, bo to była zbyt krótka wizyta, by zobaczyć wszystko, poza tym w okolicy przybywa miejsc, które warto zobaczyć.

Wrocławian być może zainteresuje informacja, że jutro, 24 czerwca,  odbędzie się 


  :)