poniedziałek, 3 marca 2014

Róż głową, czyli spacerkiem po krakowskim Kazimierzu


Dotarłam na Kazimierz...
Gwoli ścisłości, nie po raz pierwszy, bo bywałam tu, choć rzadko, w latach szkolnych, kiedy nie była to dzielnica galerii i kafejek, a potem, czyli w ostatnich latach i owszem, ale bez aparatu, teraz wreszcie w celu zarejestrowania urody i klimatu miejsca...
Jak to powiedzieć - klimat jest, uroda nieco przywiędła, wszak Kazimierz wiekowy i choć na przełomie wieków "na nowo odkryty", to jednak zaniedbany, stąd uczucia mam mieszane, z dominującym żalem, że znów i niestety nie ma pieniędzy, bo pomysł na pewno jest, tylko co z pomysłem, jak pieniędzy nie ma...?
Zwłaszcza, że pomysły są tu najwyraźniej indywidualnie, a  pieniędzy nie ma gremialnie...

Ktoś tu powinien głową mocno ruszyć..?!



Nie będę opowiadała historii Kazimierza, spróbuję tylko pokazać to, co zrobiło na mnie wrażenie, a  niedoinformowanych odsyłam po informacje do wikipedii lub strony dzielnicy.

Zaczniemy od ogółu, by potem przejść do szczegółu, czyli na pierwszy rzut uliczki, place i zabytki Kazimierza
(w podtytule umieścić można 'Kazimierz a sztuka parkowania').

 

Nasz spacer zaczynamy od ul.Szerokiej,
 miejsca znanego (choćby z odbywającego się tu od  1988 r. Festiwalu Kultury Żydowskiej),

 

 obleganego, zadziwiającego - bo czyż widział kto, żeby w lutym siedzieć pod parasolami?I to w tak historycznym i zabytkowym sąsiedztwie...



synagogi i cmentarza Remuh,


kamienicy  Landauów.


Idziemy dalej, ulicami Miodową i Warszauera, mijamy synagogę Kupa, 


zaglądamy na Plac Nowy,


 skręcamy w Meiselsa,


 w Józefa,


 mijamy kościół przy ul.Bożego Ciała,
by dotrzeć do placu Wolnica, na którym zabytkowy ratusz, obecnie muzeum, rzeźba dłuta znanego krakowskiego artysty, B.Chromego


i samochody - już nikogo ten widok nie dziwi?


Zaglądamy w Bonifraterską


i  ulicą Św.Wawrzyńca,


 którą prowadzi Krakowski Szlak Techniki, a przy której w budynku dawnej zajezdni pierwszego wąskotorowego tramwaju elektrycznego mieści się Muzeum Inżynierii Miejskiej.



Skręcamy w  Dajwór,


i już jesteśmy na tyłach Starej Synagogi,


 i przesmykiem Na przejściu wracamy do punktu wyjścia.


Robi się chłodno i ciemno, fotele opustoszały,

 

ale młodzież się schodzi na wieczorne imprezy..


My rzucamy jeszcze okiem na pomnik ku czci


i idziemy do samochodu, obiecując sobie, że przecież jeszcze tu wrócimy...


 Zmęczyłam Was trochę?Mam nadzieję, że nie;)

Jutro zapraszam na ciąg dalszy, pod hasłem 
'szyldy Kazimierza' - będzie się działo!

36 komentarzy:

  1. a mnie się to obłupanie i zaniedbanie w Kazimierzu najbardziej podoba. z uporem maniaka obchodzę tam "od tyłu" wszystkie miejsca i ręczę Ci, że z roku na rok tych zaniedbanych jest coraz mniej, ku mej rozpaczy... no cóż jak tak dalej będą ochoczo restaurować, to przerzucę się na Podgórze ;) dobrze, że będzie cd bo mam lekki niedosyt ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam zacząć od szyldów Kazimierza, ale doszłam do wniosku, ze trzeba zrobić 'wprowadzenie':)

      Ja mam jednak pewien niedosyt pozytywnych wrażeń estetycznych, działą mi wyobraźnia, jakby to wszystko mogło wyglądac, gdyby...
      No i powiedz sama, potrafiłabys mieszkac w takich 'okolicznościach przyrody'?!
      co innego przyjśc, pozwiedzac, co innego miec to na co dzień...

      Usuń
    2. estetyka to pojęcie bardzo osobiste. wymuskanie wszystkiego pod linijkę rodzi we mnie sprzeciw. naturalnym stanem Kazimierza były zawsze kontrasty, bez nich będzie to tylko kolejna zadbana dzielnica... przypuszczam, że człowiek wiele potrafi znieść zależnie od pojemności portfela - w jedną i drugą stronę ;)

      Usuń
    3. Jasne, zgadzam się, ale między wymuskaniem a zwykłym zadbaniem, nie mówiąc o czystości, widzisz różnice?

      Usuń
  2. Piękny spacer. Byłem w lipcu, ale pogoda nie dopisała. Zazdroszczę wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miejsce z klimatem. I to widać na tych zdjęciach. Wieczorem nigdy tam nie byłem, już z tych kilku zdjęć widać, że wieczory są tam bardzo nastrojowe.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie zmęczyłem się wcale. spacer wśród ulic, placów i domów w ludzkiej skali - krótko mówiąc, w tradycyjnym mieście, to prawdziwa rozkosz.
    gdybyś pokazała bloki, trzypasmowe ulice na estakadach i Muzeum Lotnictwa Polskiego - niezawodnie byłbym zmarnowany i udręczony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff;)
      nie ma obawy, w najbliższym czasie nie mam zamiaru Cię dręczyć ani zmarnowywać;)

      Usuń
    2. dzięki. myślę, że i w dalszym nie spotka mnie krzywda.

      Usuń
    3. Zaufanie to podstawa;)

      Usuń
  5. Mój ulubiony zakątek Krakowa. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, mi tak literacko skojarzyły się dwa nazwiska: Z napisem na murze - Erich Fromm i z ulicą krokodyli - Bruno Schulz, Ten drugi bardzo mi do tej dzielnicy pasuje, a pochodzenie pierwszego, bardzo mi nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Że Niemiec?ale też Żyd:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo to chyba jest tak, że ma klimat, bo jest modne i zaniedbane. Gdy zostanie zadbane, straci klimat i przestanie być modne. Czy jakoś...

    OdpowiedzUsuń
  9. ...kontrasty tworzą klimat...
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja zmeczylam sie STRASZNIE, ale warto bylo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, trzeba było wsiąść do pojazdu mechanicznego dla turystów;)

      Usuń
  11. Przynajmniej mam możliwość obejrzenia tego, co jeszcze nie było mi dane, i oczywiście czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawie (prawie!) taki sam spacer odbyliśmy parę lat temu. I też było podobnie kontrastowo - multum aut, ludzi i ogólnego tumultu na głównych miejscówkach, cisza, odrapanie i ogólne zapuszczenie w miejscach bocznych. Nietrudno zgadnąć, które nam się bardziej podobały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta ilośc aut jest przerażająca, brakuje parkingu, powinien byc jakiś podziemny, pietrowy na obrzeżach dzielnicy, taki jak np. w Galerii K.

      Usuń
  13. Jak moja żona robiła aplikację prokuratorską w Krakowie, to odwoziłem ją, a potem włóczyłem się po Kazimierzu całymi dniami, circa about spędziłem tam co najmniej tydzień i ... nie powiem że Go poznałem... zaznajomiłem co najwyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, że on sie tez zmienia, pytanie czy na korzyść?
      miejmy nadzieję..

      Usuń
  14. Ty nigdy nie męczysz. A po Kazimierzu można włóczyć się godzinami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, mam nadzieję, że będzie mi to dane nie raz;)

      Usuń
  15. Jestem prehipsterem - zwiedzałem Podgórze jeszcze zanim zaczęło się robić modne. Kazimierz to dla mnie, pardon le mot, już tylko wydmuszka dla turystów. Podgórze jeszcze przez parę lat będzie b. ciekawe, zanim przerzuci się na nie turystyczna trójpolówka.

    OdpowiedzUsuń
  16. I nie ożenili Ci biedaku na Podgórzu kosy? Toś nic nie widział i nadal nic nie wiesz o tym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wyglądałem jak turysta?

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że Makroman przesadza:)

      Usuń
  17. E tam przesadza - znam Podgórze ;-)
    Ale fakt turystów tam nie ruszają, gorzej z tymi co na turystów nie wyglądają a ich twarze nikomu znajome nie są.
    Idzie się jednak w łaski wkupić. Ja miałem Cicerona - kumpla z wydziału, zaznajomił mnie z towarzystwem tak szemranym jakby żywcem wziętym z piosenek Taty Kazika ;-).

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłem niedawno na Kazimierzu... Jakoś specjalnie zachwycony nie byłem, ale rozczarowany też nie...
    Klimat rzeczywiście jest..., ale nie wszędzie... no i czasami nie taki jaki by się chciało... ale cóż...
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto mieć własne zdanie:)
      We mnie wszystko, co krakowskie, budzi emocje, ale to zrozumiałe..

      Usuń


Wszystkim dziękuję pięknie za komentarze, bez nich blog nie byłby tym, czym, mam nadzieję, jest - rozmową.
Staram się odpowiadać na bieżąco, czasem jednak nie mogę, ale zawsze - chcę;)


A, i czytam komentarze do starych postów:)