czwartek, 18 października 2012

Nikiszowiec - miejsce magiczne?

Najpiękniejsze osiedle robotnicze na Śląsku, miasto w pigułce, jedno z najbardziej spójnych założeń w regionie, unikat na skalę europejską, jedyny w swoim rodzaju,  magiczny Nikisz - gdyby 40 lat temu ktoś mi powiedział, że te czerwone, brzydkie familoki można potraktować z takim zachwytem, po prostu nie uwierzyłabym!
Bo może nie sam Nikiszowiec, ale podobne domy znałam, bywając często nie tak daleko,  w Michałkowicach u mojej rodziny.
Nic mi się w nich nie podobało, z wyjątkiem - schodów;
pięknych, ażurowych - podobne widziałam potem w Niemczech  - paskudnie wymalowanych farbą olejową.
Nie lubiłam tej ciemnej kolorystyki, czerwonych lub zielonych framug, dymu unoszącego się z kominów, wszechobecnego kurzu, zdumiewała mnie potrzeba mycia okien raz na tydzień, no nic mi się nie podobało;(

No i proszę - a teraz podoba;)

Jak to było?
Byt określa świadomość?
Świadomość kształtuje gust?

Poczytajmy na temat:

Budowa osiedla dla robotników zatrudnionych w kopalni Giesche - nazwa pochodzi od położonego w pobliżu szybu "Nikischschacht"- trwała od 1908 do 1924 r. z przerwami, ale zasadnicza jego część powstała do roku 1912.Planowano stworzenie mieszkań dla 1200 robotników, z pełną infrastrukturą,  podobnie jak w Giszowcu.

Taki współczesny opis osiedla znalazłam:

"Każdy zamknięty czworoboczny blok tworzy kwartał.
Wszystkie domy są tej samej wysokości i mają trzy kondygnacje. Jedynym wyjątkiem jest kościół, dominujący dostojnie nad Nikiszem. Uliczki wyglądają jak ceglane kaniony z wybrukowanymi jezdniami, natomiast wnętrza bloków są ich przeciwieństwem. Przestronne i pełen zieleni, tutaj wypoczywali mieszkańcy, mieli ogródki, były tu nawet wspólnie piece do wypieku chleba. Na dziedzińcach były też budynki gospodarcze, w tym chlewiki i gołębniki, część z nich przetrwała.

Do osiedla wjeżdża się przez bramy, które tworzą przerzucone nad ulicą przewiązki łączące sąsiednie bloki. Nadają z zewnątrz obronny charakter Nikiszowi, ale zarazem są bardzo malownicze. Kompleks ma plan przypominający szybowiec albo kształt widowni teatralnej. Wszystkie uliczki i przejścia zbiegają się jakby na scenie, którą tworzy plac centralny. Wzdłuż placu biegną arkadowe podcienia ze sklepami. Przy placu, jak na tradycyjnym rynku, znajduje się również kościół. Budowana w latach 1914-27 świątynia św. Anny jest autorstwa tych samych architektów, braci ciotecznych Zillmanów."

 W 1978 r. osiedle wpisano do rejestru zabytków i objęto ochroną prawną,  w 2006 włączono do Szlaku Zabytków techniki, jest nadzieja na wpisanie na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.


Zainteresowanych szczegółami odsyłam do strony nikiszowiec.pl,  -  naprawdę warto!
a ja zapraszam na kilka zdjęć tu, a na wszystkie do albumu:)













 















Podobno takich osiedli powstało na Śląsku ok.250 i do dziś stanowią 'osobliwość na skalę światową'!  

Współczesny Nikiszowiec różni się nieco od tego pierwotnego;
coś dobudowano, coś zlikwidowano, wprowadzono wszędzie ogrzewanie centralne, wymieniono nawierzchnię, ale niewątpliwie nie zmieniono jednego - atmosfery, przynajmniej w odczuciu turysty.

Tylko...
na jednej ze ścian znalazłam taki napis:

"Masz marzenia?
nie tutaj!"

?

65 komentarzy:

  1. Sądzę, że znak zapytania jest zbędny :) To jest na pewno wspaniałe, magiczne miejsce dla nas, turystów, podglądaczy z boku, ale pewnie żyje się tu nie najlepiej. Ale zdjęcia super. P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas zatrzymał się w tych szarych ceglanych murach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich miejsc, w których czas się zatrzymał, może być więcej, pod warunkiem, że znajdą sie pieniądze na utrwalenie tego czasu, nie sądzisz?

      Usuń
  3. Dla mnie Nikiszowiec to miejsce magiczne. Ale tak jak napisał Zbyszek turystom się tu podoba, a miejscowe życie nie należy zapewne do najlżejszych.
    Wspaniale, że o tym miejscu jest coraz głośniej, że się rewitalizuje i rodzi od nowa. Może i mieszkańcy na tym zyskają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze zdjęcie nasunęło mi skojarzenie z angielskim miasteczkiem akademickim znanym z różnych filmów.Naprawdę piękne to, a jak kilkanaście lat temu odwiedzałam rodzinę na Śląsku podobne widoki wydawały mi się ponure i odrażające. Tak jak Tobie.
    Ale życie zapewne nie jest łatwe tam gdzie zamykane teraz bo nieopłacalne, kopalnie i huty są jedynym źródłem dochodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne inaczej widzi się z pozycji mieszkańca, inaczej z pozycji obserwatora.

      Usuń
  5. super. wszystko w jednym stylu, a mimo to zróżnicowane i niemonotonne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak tylko będę nastepnym razem na Ślunsku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewo,Twoje zdjęcia odzwierciedlają jaką wspaniałą architekturę można wybudować z cegły.Osiedle Nikiszowiec jest piękne bo surowa cegła jest pięknym materiałem
    budowlanym,jest najdoskonalszym sztucznym kamieniem przyjaznym człowiekowi.
    Wędrując w latach 70-tych ub.wieku ulicami Katowic,Chorzowa,Bytomia,często
    zastanawiałem się ile setek milionów cegieł potrzebne było na wybudowanie takich
    miast.Odeszły cegielnie,odeszli murarze-mistrzowie,pozostały wspaniałe osiedla
    i budowle o które teraz należy dbać.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się dodać - to se ne wrati...
      I może troszkę żal, a może nie;)

      Usuń
  8. a może po prostu z wiekiem zmienia się nasze spojrzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mi sie podoba ta architektura i z pewnościa zasługuje na to aby ją chronić. nie watpię też że ludziom którzy tam mieszkają brakuje perspektyw ale to raczej nie jest zwiazane z miejscem zamieszkania. W Ostródzie która jest ładnym miastem o zupełnie odmiennym charakterze wielu ludzi też by się pod tym hasłem podpisało. Nikiszowiec skojarzył mi się z miejscowością Crespi d'Adda we Włoszech niedaleko Bergamo. W XIX w. powstała tam w szczerym polu wielka fabryka tekstyliów i miasteczko dla robotników. Miała to być w założeniu "wioska idealna" i zamysł chyba się powiódł, bo powstał istotnie twór niezwykły. Dzięki staraniom grupy pasjonatów po usilnych staraniach w latach 90 wpisano ten kompleks na listę UNESCO. Dziś przyjeżdżają tam bardzo liczne wycieczki żeby go oglądać jako modelowy przykład architektury industrialnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że jednak miejsce zamieszkania 'generuje' perspektywę, inaczej żyje się tam, gdzie jest praca, gdzie są pieniądze, gdzie jest ładnie etc.


      Usuń
  10. generalnie styl 'koszarowy" mnie się podoba (bardziej niż socrealizm, czy blokowiska) - ale w odniesieniu do budynków administracyjnych i podobnych. Czy sam chciał bym tu mieszkać? - Zdecydowanie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym nie chciała, ale to zupełnie inna sprawa.

      Usuń
  11. ja nie znoszę gierkowskich blokowisk ale przyznam się, że podobnie jak Ty Ikroopko, całe lata określałam familoki epitetem "brzydkie". w dzieciństwie i młodości corocznie ogladałam je z okien pociągu żałujac ludzi, którzy musieli mieszkać w tej brzydocie, ale... Ale to było ponad 20 lat temu i Śląsk miał zupełnie inny wygląd, jak większość naszego kraju, niestety. Teraz wiele się zmieniło. Przede wszystkim Śląska nie zasnuwają już tony dymów, pyłów i innych wyziewów. Zaczęło być widać, a widać, że zaczęto też dbać o to co widać :) Super, bo taki Niszowiec wygląda o wiele lepiej niż np. industrialne bloki łódzkich włókiniarzy i tkaczy!
    Zawsze najbardziej intrygował mnie zielony lub czerwony kolor stolarki okiennej. Kiedyś, gdzieś usłyszałam, że śląskie gospodynie zawsze były Perfekcyjna Pani Domu i lubiły mieć posprzątane i czyste obejście - białych framug nie można było doszorować z pyłu, który wgryzał się w farbę. Na kolorze tego nie widać (sprytne) a dodatkowo taki akcent rozweselał monotonność ceglanych ścian :)
    Teraz robi się okna z plastiku, ekologia dba o wyziewy i widzę, że wróciły białe kolory ale zachowano tradycję akcentowania :))) pozdrawiam i dodam, że przejeżdżając ostatnio przez Śląsk miałam bardzo pozytywne wrażenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałaś Księży Młyn w Łodzi?
      Pięknie tam, zwłaszcza w tej odnowionej części - byłam 5 lat temu, ciekawe, jak tam jest teraz.

      Usuń
    2. no właśnie w odnowionej części... mnie przeraża zgoda na powolną rozsypkę pozostałych fabryk i famuł łódzkich, to przytłaczające, że naprzeciwko Manufaktury stoją takie piekne famuły i tak żałośnie wyglądają w odbiciu drugiej, lśniącej i odpicowanej strony ulicy... Łódż wydaje mi się miastem zagłady, umierania i chaosu, bo nikt nie ma na nią pomysłu :[

      Usuń
    3. Mnie Łódź zachwyciła, ale oczywiście nie widziałam całej, no i mnie zachwyca niekoniecznie to, co ładne i gładkie;)
      Miałam nadzieję, że Manufaktura, Młyn, lofty - to tylko początek odnowy starych budynków.

      Usuń
    4. śmiem zauważyć, że stolarka jest wszędzie biała. :o)

      Usuń
    5. Ale w Łodzi nie było wszechobecnego 'wungla'!

      Usuń
  12. W takim familoku z czerwinej cegły, z balkonem w "podcieniach" mieszkała moja babcia. Rzadko u Niej przebywałam, bo rodzice twierdzili, ze Śląsk to nie miejsce dla dzieci, ale jak juz tam byłam to tymi domami się zachwycałam.
    A miałam wtedy 8-14 lat.
    To było w Rudzie Śląskiej (Bielszowicach).
    Teraz też juz tam tych familoków nie ma, są za to bloki, nie wiem jakie, nie widziałam - wiem tylko z opowiadań.
    To prawda, ze babcia co tydzień myła okna. Mama ten zwyczaj przeniosła w poznańskie, choć tam wystarczyło by umyć okna raz w miesiącu.A ja ten zwyczaj przeniosłam do swojego domu. Co prawda nie jest to dokładne mycie tylko raczej przecieranie, ale ... geny robią swoje;))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak było też u moich ciotek i wujków;)
      Ja nie znoszę mycia okien, zreszta w Krakowie myło się je rzadziej, na szczęście!

      Usuń
  13. Nikisz jest świetny nie tylko dlatego, że jest świetny wizualnie, bo przecież nie taka była idea. Jest to jednak genialne ucieleśnienie oryginalnej wizji miasta-osiedla, gdzie wszystko jest na miejscu i wszystko trzyma się kupy.

    A zadziwiające jest to, że wszystko można obejść w godzinkę z okładem, i do tego nigdzie się znudzić.

    PS. Fotografie pycha!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podobne domy z czerwonej cegły widziałam w okolicach Hamburga. I nigdy nie przyszło mi na myśl, że to jest brzydkie czy wręcz okropne. Prawdopodobnie dlatego, że tamtejsi mieszkańcy szybko się do nich przyzwyczaili!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się patrzyłam na to z pozycji mieszkanki Krakowa, co ja na to poradzę...;)

      Usuń
  15. Do oglądania cacy, ale mieszkać bym tam nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
  16. Życie nie znosi próżni - jak to mówią. Ludzie sami, własnym sumptem, wypełniają lukę w szaro- buraczanej rzeczywistości. Bardzo mi się podobają te kolorowe akcenty w oknach i wnękach balkonowych. Szkoda, że ta (trzeba powiedzieć), toporna architektura, nie zostawia zbyt wiele miejsca, na takie indywidualne upiększanie własnego miejsca zamieszkania. Te kolorowe wystroje okien, mogłyby być osobnym tematem sesji fotograficznej. To że je pokazałaś, świetnie niweluje ogólne poczucie przygnębienia. Mnie się to osiedle nie podoba. Ta wszechobecna cegła jest smutna jak wojenny film. Gdyby była tematem socjologów, zapewne udowodniono by, że jest przyczyną zwiększonej ilości samobójstw w tym rejonie.
    Wyobrażam sobie to osiedle otynkowane szlachetnymi tynkami w pastelowych zharmonizowanych kolorach jak; rynek w Zamościu czy w Poznaniu itd...
    To osiedle, to takie getto i taka jego rola będzie się umacniać. Ze względów historycznych i konieczność zachowania oryginalnego wyglądu osiedla, nikt tu nic bez pozwolenia nie zrobi. No cóż, nie wszystko co poniemieckie musi się wszystkim podobać, ale ja się nie znam - jestem z Kujaw.
    Natomiast reportaż - jak zwykle bdb ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój pomysł jest zbyt śmiały, jak mniemam, czerwona cegła jest dziś tak zabytkowa, że nikt by na to nie pozwolił, choć wyobrażam sobie, owszem...;)


      Jak masz czas, to zerknij, proszę, pod poprzedni wpis;
      są tam dwa komentarze pomyłkowo zapewne wpisane nie tu, w których zostałam niemal zmieszana z błotem za coś, czego nie napisałam, a zrozumiała nieuważna czytelniczka.
      Ciekawe, co ty na to?
      :)

      Usuń
    2. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, nie znam miast, nie wnikam w temat, nie przepadam za Śląskiem i Ślązakami. Poznałem ich swego czasu dostatecznie wielu, aby moc tak twierdzić. Te ich separatystyczne fobie, schizofrenia pseudo lokalnego patriotyzmu, te podziały na Śląsk i Zagłębie - dla mnie to jest chore. Miałem takich dwóch kolesi w wojsku, jeden był z Sosnowca a drugi z Chorzowa. Nienawidzili się tylko dlatego, że ich matki urodziły ich tam gdzie urodziły. To z tamtego rejonu wyszło pierwsze kibolstwo i rozprzestrzeniło się na cały kraj. Był też taki jeden, który za nazwanie go Polakiem, wsadziłby Ci nóż w plecy. Oczywiście nie należy uogólniać, jeżeli ktoś się poczuł dotknięty to przepraszam, nie wszyscy ludzie ulegają przecież zbiorowej fobii lokalnego nacjonalizmu.
      Na Śląsku byłem tylko dwa razy w latach 80-tych i to bardzo krótko - prawie, że przejazdem. Może gdybym bywał częściej, zmieniłbym zdanie w stosunku do Ślązaków. Na razie moja opinia jest głęboko ukształtowana, przez kilkunastu kolegów z armii. Piszę kolegów, ponieważ nic mi złego nie zrobili a dużo nas łączyło. Wrażenie jednak pozostało i widać niewiele się pod tym względem zmieniło.

      Usuń
    3. Gorzkie słowa - dotykają, ale i skłaniają do zastanowienia, czy aby coś nie jest na rzeczy. Trochę pokory - nie zawadzi. A zdjęcia - Nikisza, Giszowca przepiękne - dla mnie znającego te miejsca z bliskiego widzenia, mieszkającego tu, na Śląsku od zawsze.

      Usuń
    4. Takich mądrych ludzi nigdy za wiele. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    5. Ja znam Ślunsk i Ślunzoków całkiem nieźla. Podział na Śląsk i Zagłębie jest czymś wynikłym z czasów PRL, to wtedy PZPR w ramach "kulturkampfu" rozpoczęła masowe przenoszenie (za pomocą zachęt nie lufy karabinu...)ludności z innych części kraju właśnie tu. Ludzi kompletnie kulturowo obcych, za to sowicie dopingowanych przywilejami. To i dziwić nie może że pojawiła się niechęć - dziś w powszechnym mniemaniu Ślązak to utytłany węglem fizol, bogaty w "barburkowe" i 14 pensję... tymczasem to akurat Zagłebiak.

      A co do separatyzmu...
      jak by to powiedzieć - jestem Galicjuszem (ładniej brzmi)- mentalnie i kulturowo bliżej mi do Wiednia czy Pragi niż do Warszawy. To i Ślązakom się nie dziwię.

      Usuń
    6. W mojej rodzinie jest kilka osób, z pochodzenia Ślązaków, tylko że ja nigdy nie definiowałam ich tak!dla mnie to kuzyn, kuzynka, wujek, ciotka - ich śląskość to były zwyczaje, u niektórych akcentem i nie pozostawała w sprzeczności z polskim obywatelstwem.
      Mówię w czasie przeszłym, bo nie mamy ostatnimi laty kontaktu, niektórzy już odeszli, więc nie wiem, czy i jak ich poglądy ewoluowały.


      Usuń
    7. Jako Slazaczka z krwi i kosci ciesze sie ikroopko, ze tak to napisalas:)

      Niestety nie wszyscy, jak widze, potrafia racjonalnie i bez uprzedzen odniesc sie do polskiej rzeczywistosci. A szkoda.

      Usuń
    8. Przyznam, że dopiero w ostatnich latach zobaczyłam problem, co nadal nie zmienia mojego nastawienia.
      Zresztą - to wszystko polityka, czyli chodzi o pieniądze;(
      :)

      Usuń
  17. Nikiszowiec? Pierwszą pracę tam miałem. Nie podobało mi się tam. Ale po Twoim wpisie poprzez sentymentalną podróż w młode lata to całkiem, całkiem. Powiem wręcz, że pięknie jest tam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej teraz na to patrzymy, nie sądzisz?

      Usuń
  18. zdjecia fantastyczne szczegolnie te arkady :) :) ale faktycznie miescina malo sympatyczna, te ceglane domy daja poswite chlodu i zmeczenia, barakuje to zycia wszystko takjagby zamurowane zamnkiete w sobie nigdzie nawet roslinki czy drzewka dobrze ze chociaz te framugi okienne pomalowane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to jest piękne inaczej, spójrz na to, jak na świadectwo epoki, innej kultury, ;)

      Usuń
    2. Roślinki i drzewka są na każdym podwórku,plac zabaw obecnie itp.Z zewnątrz to zwarta zabudowa ale są bramy przez które wjeżdża się na podwórko gdzie jest "oaza" ;)

      Usuń
  19. Tu potrzeba wielkich duchem ludzi, jak Ty, Ewo, aby to muzealne piękno dostrzec i docenić. Zrobiłaś rzecz urzekającą urodą fotografii i pięknem opisu. Aż chce się tam pojechać i poznać z autopsji Nikiszowiec i inne podobne kopalniane skanseny G. Śląska. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  20. Specyficzny klimat- doskonale go oddałaś. Ostatnio sporo słychać o takich miejscach. I dobrze, bo to przecież swoiste żyjące muzeum. BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko wyimek, trzeba by pójść na całośc i zatrzymać się na Śląsku dłużej.

      Usuń
  21. Gdy pierwszy raz w życiu usłyszałem słowo "familoki", miało one negatywne znaczenie. Później zobaczyłem je na własne oczy i... nie wiem, o co chodziło. Mnie się takie osiedla podobają. O Nikiszowcu też ostatnio słyszałem pozytywne opinie, zachwalanie. A moja rodzina z Zabrza ma podwórko podobne do tego z trzeciego zdjęcia, tylko bez zieleni. Zachowały się na nim tablice z PRL-owską nazwą ulicy (chociaż obecnie ma inną).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Zabrze jakoś inaczej pamiętam, może dlatego, że babcia moja mieszkała tuż koło parku?
      Zresztą, ze Sląska najlepiej znałam swego czasu Tychy, a przez Katowice wielokrotnie, ale tylko przejeżdżałam.

      Usuń
  22. Ale czy marzenia są w miejscu geograficznym, czy w ludziach? Źle się żyje - bo "miejsce złe", czy może ludzie z nizin społecznych? Zresztą, nawet najbiedniejsi mogą mieć marzenia i dążyć do realizacji - myślę, że jedyne dno, jakie tu jest, to podupadli ludzie... miejmy nadzieję, że w ramach rewizalicji ktoś zajmie się i tą kwestią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy ma odwagę marzyć, czasem otoczenia ją odbiera, a czasem przeciwnie, różnie bywa.

      Usuń
  23. PS. Polecam film "Jeszcze dalej niż Północ" - tam jest ukazana z zupełnie innej perspektywy miasteczko, "w którym kończy się świat" - no, i w którymś nawet momencie do takiej roli jest adoptowane jego sąsiedztwo. Drugie zdjęcie mnie do wspomnienia o tym filmie natchnęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.iplex.pl/filmy/jeszcze-dalej-niz-polnoc,423
      o tym mówisz?

      Usuń
  24. Śląsk znam jedynie z TV, ale zawsze mi się podobał ten śląski klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wiele razy planowałam wycieczkę do Nikiszowca ale dotarłam tam dopiero wirtualnie, z Twoim blogiem :-) Ale kiedyś pojadę tam, w końcu mam całkiem blisko :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Na Śląsku właściwie nigdy nie byłam, raz tylko przejeżdżałam przez centrum Katowic, familoki znam ze zdjęć, ale wiem, że w nich mieszkańcy zwykle byli bardzo zintegrowani, stanowili niemal jedną rodzinę. Razem świętowali, razem sie smucili. Nie wiem, czy temu sprzyjały warunki mieszkania w tych domach, czy to cecha regionalna.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mieszkam bardzo blisko Nikiszowca. Słyszałam, że tam jest klimatycznie, lecz dopiero w ubiegłym roku tam dotarłam na świąteczny "Jarmark na Nikiszu". Pogoda i mnóstwo ludzi nie sprzyjały zwiedzaniu, lecz wiosną zamierzam się tam udać z aparatem. W grudniu było zimno, wietrznie i tłoczno, ale magia była.
    Lubię czytać opisy i wrażenia autorstwa innych ludzi, bo wtedy zawsze można odkryć coś nowego, coś czego się nie dostrzegło samemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie opisy innych, nie poznałabym wielu ciekawych miejsc;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą i dlatego zaglądam na różne blogi, bo piszą je ludzie z pasją i od nich można się bardzo dużo nauczyć i dowiedzieć.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń


Wszystkim dziękuję pięknie za komentarze, bez nich blog nie byłby tym, czym, mam nadzieję, jest - rozmową.
Staram się odpowiadać na bieżąco, czasem jednak nie mogę, ale zawsze - chcę;)


A, i czytam komentarze do starych postów:)